Demian – Hermann Hesse, pierwsze wydanie 1919 rok.
“Nie mogę siebie nazwać wiedzącym. Byłem poszukującym i jestem nim dotąd, nie szukam już jednak w gwiazdach i księgach, zaczynam bowiem słyszeć nauki, którymi szemrze we mnie własna krew. Historia moja nie jest przyjemna, nie jest ckliwa i pełna harmonii, jak historie wymyślane, ma posmak nonsensu, pomieszania szaleństw i marzeń, jak życie wszystkich ludzi, którzy nie chcą siebie już dłużej okłamywać. Życie każdego człowieka jest drogą ku samemu sobie, próbą znalezienia drogi, zaznaczenia ścieżki.
Wszędzie – twierdził – panuje zbiorowość i tworzą się stada, nigdzie jednak nie ma swobody w miłości. I wszelkie rodzaje tej wspólnoty, od korporacji studenckich i związków śpiewaczych, aż po struktury państw, są tworami powstałymi z przymusu, wspólnotą zrodzoną z lęku, ze strachu, z trudnych sytuacji, we wnętrzu swoim przestarzałą już, przegniłą i bliską upadku.”
“Wszyscy bogowie i szatani, jacy kiedykolwiek istnieli, czy to u Greków, czy u Chińczyków, czy u dzikich Zulusów, mieszkając w nas, istnieją jako możliwości, jako pragnienia, jako drogi wyjścia. I gdyby cała ludzkość wymarła poza jednym jedynym, niezbyt nawet utalentowanym dzieckiem, które nigdy niczego się nie uczyło, dziecko to odnalazłoby bieg wszelkich rzeczy, byłoby w stanie tworzyć i produkować bogów i demonów, raje, nakazy i zakazy, stare i nowe testamenty – wszystko.
– No dobrze – przerwałem – ale na czym polega wtedy jeszcze wartość jednostki? Czemu dążymy wciąż dalej, skoro już wszystko nosimy gotowe w sobie?”
„– Wspólnota – mówił Demian – to piękna rzecz. Lecz wszystko, co wokół nas rozkwita, wcale wspólnotą nie jest. Powstanie ona na nowo z wzajemnej wiedzy jednostek o sobie i zdoła wtedy na chwilę przekształcić świat. Wszystko bowiem, co teraz istnieje jako wspólnota, jest tylko tworzeniem stada. Ludzie garną się ku sobie, ponieważ wzajemnie siebie się obawiają – osobno panowie, osobno robotnicy i osobno uczeni! A dlaczego się obawiają? Człowiek lęka się jedynie wtedy, gdy sam ze sobą nie żyje w zgodzie. Oni się boją, ponieważ nigdy nie opowiedzieli się za sobą, do siebie nie przyznali. Wspólnota, złożona z samych takich ludzi, którzy boją się tego, co w nich im nieznane! Czują wszyscy, że granice ich życia już są niewłaściwe, że żyją według dawnych przykazań, ale ani ich religie, ani ich moralność nie odpowiadają już temu, czego nam potrzeba. Europa przez sto, a nawet więcej lat, wyłącznie tylko studiowała i budowała fabryki! I oni teraz wiedzą dokładnie, ile gramów prochu potrzeba na to, żeby zabić człowieka, ale nie wiedzą, jak modlić się należy do Boga, nie wiedzą nawet, jak można przez godzinę wesoło się bawić. Przyjrzyj się choćby takiej studenckiej knajpie! Albo nawet wypoczynkowej jakiejś miejscowości, gdzie przyjeżdżają bogaci ludzie! Beznadziejne! Sinclairze kochany, nic wesołego z tego wyniknąć nie może. Ci ludzie, którzy tak bojaźliwie skupiają się w stada, pełni są strachu i pełni złości, żaden z nich nie ufa drugiemu. Przywiązani są do ideałów, które dawno już nimi być przestały, ale kamienują każdego, kto ukaże nowy ideał. „
Gunnar Decker – „kiedy Hesse pisze o swojej długiej pielgrzymce do samego siebie. Wędrować od jednego błędu do drugiego – a mimo to nie przestawać iść, nie zarzucić pisania. Stań się, kim jesteś – ów motyw z Demiana wcale nie zniknął, wręcz przeciwnie: cierpienie jest jeszcze większe, ponieważ Demian też nie był rozwiązaniem, był jedynie częściowym bilansem na drodze, której cel jesienią roku 1919 wydaje się Hessemu mniej jasny niż kiedykolwiek.”
"ten, kto chce dorosnąć, nie może czuć strachu przed spojrzeniem na własne cienie"
„Proces stawania się sobą bywa niezwykle trudny, nieliczni mają odwagę być jedyną i niepowtarzalną wersją siebie.”
„Dla zakotwiczonego w dzieciństwie Sinclaira rozstanie z bezpiecznym, przewidywalnym i ułożonym światem dzieciństwa początkowo przychodzi z trudem, z czasem to się zmienia. Z rodzicami moimi i ich światem, tym „jasnym” światem mego pięknego dzieciństwa, nie rozstałem się w gwałtownej walce; powoli i niemal niepostrzeżenie oddalałem się od nich i stawałem im się obcy.
W krainie snów, czarodziejskiej i wieloznacznej, spowitej wieloznacznością młody Sinclair stara się odnaleźć drogowskazy, które ułatwią mu wybór drogi, poszukuje w nich sensu swej egzystencji i zrozumienia dla swoich wewnętrznych rozterek.
Sinclair na swojej drodze spotykał niezwykłych i dość nietypowych nauczycieli, z których czerpał nieraz nieświadomym bycia uczniem, czasem był znużonym rozgrzebywaniem resztek dawnych światów. Każdy musi znaleźć swoją drogę – Do domu nie wraca się nigdy – powiedziała życzliwie. – Ale tam, gdzie zbiegają się przyjazne drogi, cały świat przez chwilę wydaje się domem.”
“Nie powinien pan porównywać siebie z innymi, i jeśli natura stworzyła pana w postaci nietoperza, nie powinien pan chcieć się przekształcić w strusia! ”
„Abraxas nie ma żadnych zastrzeżeń względem jakichkolwiek pańskich myśli ani pańskich snów. Niech pan o tym zawsze pamięta. Lecz opuści on pana z chwilą, gdy stanie się pan nienaganny i normalny. Wówczas porzuci pana i poszuka sobie nowego garnka, w którym mógłby gotować swe idee.”


