Na Zachodzie bez zmian / Erich Maria Remarque – „Kolumna – nie ludzie.”

Erich Maria Remarque (1898-1970), był niemieckim pisarzem, którego doświadczenia z I wojny światowej ukształtowały jego pacyfistyczną postawę i literacką wrażliwość. Jego powieść „Na Zachodzie bez zmian” (1929), opowiadająca o okrucieństwach wojny z perspektywy młodego żołnierza, została przetłumaczona na ponad 50 języków i jest uznawana za jedną z najważniejszych antywojennych książek wszech czasów. Gdy naziści doszli do władzy, jego książki zostały publicznie palone, a on sam zmuszony do emigracji – najpierw do Szwajcarii, potem do USA, gdzie w 1947 roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo. Mimo wygnania, w kolejnych dziełach jak „Łuk Triumfalny”, „Czas życia i czas śmierci” czy „Czarny obelisk” kontynuował swoją humanistyczną misję, portretując ludzi zmagających się z wojną, wygnaniem i utratą ideałów.

Remarque pokazał wojnę nie jako pole chwały, ale jako mechanizm niszczący ciała i dusze młodych ludzi, co było nie do przyjęcia dla tych, którzy chcieli gloryfikować militaryzm i poświęcenie dla narodu.

 

Erich Maria Remarque

1898 - 1970

Erich Maria Remarque pozostawił po sobie znaczący dorobek literacki, w którym dominuje tematyka wojny, wykorzenienia i trudnych losów zwykłych ludzi w czasach historycznych przemian. Jego najsłynniejsze dzieło „Na Zachodzie bez zmian” (1929).

Wśród innych ważnych powieści znajdują się: „Droga powrotna” (1931) – kontynuacja losów ocalałych z wojny żołnierzy, „Trzej towarzysze” (1936) – przejmująca historia przyjaźni w kryzysowych latach Republiki Weimarskiej, oraz „Łuk Triumfalny” (1945) – opowieść o niemieckim lekarzu-uchodźcy zakochanym w pięknej Francuzce w przededniu II wojny światowej.

Późniejsze dzieła Remarque’a to m.in. „Czas życia i czas śmierci” (1954) – o niemieckim żołnierzu podczas II wojny światowej, „Czarny obelisk” (1956) – ukazujący Niemcy w okresie hiperinflacji, „Niebo nie zna faworytów” (1961) – dramatyczna historia miłości w cieniu nieuleczalnej choroby, oraz wydana pośmiertnie powieść „Cienie w raju” (1971) – o emigranckim doświadczeniu w Ameryce.

„Kantorek był wychowawcą naszej klasy, drobnym mężczyzną w szarym surducie, o surowej spiczastej mysiej twarzy. Był mniej więcej takiej samej postury jak podoficer Himmelstoss, „postrach Klosterbergu”. To zresztą śmieszne, że źródłem nieszczęść świata tak często bywają ludzie niskiego wzrostu, o wiele energiczniejsi i bardziej kłótliwi niż wysocy. Zawsze się pilnowałem, żeby nie trafić do kompanii z niskim dowódcą; tacy przeważnie cholernie znęcają się nad żołnierzami.

Na lekcjach gimnastyki Kantorek tak długo wygłaszał nam płomienne mowy, aż nasza klasa pod jego dowództwem przemaszerowała w zwartym szyku przez miasto do wojskowej komendy uzupełnień i zgłosiła się na ochotnika. Mam go jeszcze przed oczami, jak patrzy na nas, błyskając szkłami okularów, i wzruszonym głosem pyta: „Was też wśród nich nie zabraknie, prawda, koledzy?”

Ci wychowawcy tak często mają uczucia patriotyczne pod ręką, dosłownie w kieszeni kamizelki; wydają je przecież co godzinę. Ale wtedy jeszcze nie zastanawialiśmy się nad tym.

Jeden z nas jednak się wahał i nie bardzo chciał się zaciągnąć. Był to Josef Behm, sympatyczny grubas. W końcu dał się przekonać, w przeciwnym razie nie mógłby się pokazać na oczy. Może więcej kolegów myślało jak on, lecz nikt tak naprawdę nie potrafił się wykluczyć, w tym okresie nawet rodzice prędko sięgali po słowo „tchórz”. Ludzie zwyczajnie nie mieli pojęcia o tym, co nadchodziło. Najrozsądniej zachowywali się ci biedni i prości: od razu uznali wojnę za nieszczęście, podczas gdy lepiej sytuowani nie posiadali się z radości, choć właśnie oni powinni znacznie wcześniej uświadomić sobie, co to w konsekwencji oznacza.

Katczinsky twierdzi, że to kwestia wykształcenia, to ono ogłupia. A Kat mówi tylko to, co wcześniej przemyślał.

Co dziwne, Behm był jednym z pierwszych poległych. Podczas ataku dostał postrzał w oczy i zostawiliśmy go, uznając za martwego. Nie mogliśmy go z sobą zabrać, bo trzeba było wycofywać się w pośpiechu. Po południu niespodziewanie usłyszeliśmy, że nas woła, i zobaczyliśmy, że czołga się na przedpolu. Wcześniej był tylko nieprzytomny. Ponieważ nic nie widział i szalał z bólu, nie korzystał z żadnej osłony, toteż tamci go zastrzelili, zanim ktoś zdążył podejść i odciągnąć go na naszą stronę.

Naturalnie nie można z tym kojarzyć Kantorka – no bo co to byłby za świat, gdyby już coś takiego chciało się nazywać winą. Były przecież tysiące Kantorków, a każdy z nich przekonany, że w wygodny dla siebie sposób robi wszystko, co w jego mocy.

Ale właśnie na tym polega naszym zdaniem ich bankructwo.”

Najbardziej szokująca jest może nie tyle przemoc, co jej bezsensowność i przypadkowość. Żołnierze giną nie w heroicznych aktach, ale od zbłąkanych pocisków, podczas rutynowych patroli, albo po prostu dlatego, że znaleźli się w nieodpowiednim miejscu. Ta loteria śmierci, całkowicie pozbawiona sensu i znaczenia, podważa wszelkie tradycyjne narracje o wojnie.

"Czasami traktują nas już jak ludzi."

"Możliwe, że zdarzają się dobrzy lekarze i jest ich wielu, ale podczas setki badań każdy żołnierz trafi w końcu w łapy jednego z tych rozlicznych dostawców bohaterów, którzy starają się umieścić na swoich listach jak najwięcej „zdolnych do służby wojskowej”."

„Nasze życie toczy się między frontem a barakami. Częściowo przyzwyczailiśmy się już do tego, wojna jest przyczyną śmierci jak rak i gruźlica, jak grypa i czerwonka. Tyle że zgony zdarzają się o wiele częściej, są bardziej różnorodne i okrutniejsze.

Nasze myśli są jak glina, ugniatane zmiennością dni – są dobre, kiedy mamy spokój, i martwe, kiedy jesteśmy pod ostrzałem. Pola pełne lejów na zewnątrz i w środku.

Wszyscy są tacy, nie tylko my tutaj – nie liczy się, co było wcześniej, człowiek naprawdę już tego nie pamięta. Różnice stworzone przez wykształcenie i wychowanie są prawie zamazane i prawie już niedostrzegalne. Czasami pozwalają lepiej wykorzystać pewne sytuacje, ale bywa też, że komuś trudniej się pozbierać, bo wzbudzają opory, które najpierw trzeba przezwyciężyć. Wydaje się, że wcześniej byliśmy monetami z różnych krajów, które przetopiono i wszystkie odciśnięto w tej samej matrycy. Żeby wychwycić różnice, trzeba bardzo dokładnie zbadać materiał. My jesteśmy przede wszystkim żołnierzami, a dopiero w drugiej kolejności w specyficzny i zawstydzający sposób pojedynczymi ludźmi.”

 

"Tak, oni myślą w ten sposób, tych sto tysięcy Kantorków! Żelazna młodzież. Młodzież! Wszyscy mamy po nie więcej niż dwadzieścia lat. Ale czy jesteśmy młodzi? Czy jesteśmy młodzieżą? Młodość dawno minęła. Jesteśmy starymi ludźmi."

„Przez dziesięć tygodni przechodziliśmy szkolenie wojskowe i w tym czasie ukształtowano nas na nowo gruntowniej niż przez dziesięć lat szkoły. Nauczono nas, że wypolerowany guzik jest ważniejszy niż cztery tomy Schopenhauera. Zrazu zdziwieni, potem rozgoryczeni, w końcu zaś zobojętniali, dowiedzieliśmy się, że nie duch wydaje się decydujący, tylko szczotka do butów, nie myśl, tylko system, nie wolność, tylko dryl. Z entuzjazmem i ochoczo zostaliśmy żołnierzami, ale robiono wszystko, żeby wybić nam z głowy ten zapał. Po trzech tygodniach nie było już dla nas niepojęte, że wygalonowany listonosz ma nad nami większą władzę niż dawniej pospołu rodzice, wychowawcy i wszystkie kręgi kulturowe od Platona po Goethego. Młodymi, wrażliwymi oczami obserwowaliśmy, jak wpajane nam przez naszych nauczycieli klasyczne pojęcie ojczyzny przybiera tu na razie kształt wyrzeczenia się osobowości w sposób tak upokarzający, jak nigdy nie można by tego żądać od najniższego rangą sługi. Oddawanie honorów, stanie na baczność, maszerowanie krokiem defiladowym, prezentowanie broni, zwroty w prawo i w lewo, stukanie obcasami, połajanki i tysiące szykan: inaczej wyobrażaliśmy sobie swoje zadanie i uważaliśmy, że jesteśmy przygotowywani do bohaterstwa jak konie cyrkowe.”

„Tymczasem niemiecki samolot został zestrzelony. Spadał w smudze dymu niczym kometa. Kropp przegrał więc butelkę piwa i rozdrażniony odlicza teraz pieniądze.

– Himmelstoss jako listonosz jest na pewno skromnym człowiekiem – mówię, kiedy Albert uspokoił się trochę po przeżytym rozczarowaniu. – Jak to więc możliwe, że jest takim rakarzem jako podoficer?

Moje pytanie natychmiast mobilizuje znowu Kroppa.

– Nie tylko Himmelstoss jest taki, takich jest wielu. Gdy tylko dać im szlify albo szablę, od razu stają się innymi ludźmi, jakby nażarli się betonu.

– To chyba kwestia munduru – podsuwam.

– Coś w tym rodzaju – potwierdza Kat i przymierza się do dłuższej mowy – ale przyczyna leży gdzie indziej. Bo widzisz, kiedy tak wytresujesz psa, żeby żarł ziemniaki, a potem położysz przed nim kawałek mięsa, to pies jednak capnie, bo leży to w jego naturze. A kiedy dasz człowiekowi kawałeczek władzy, będzie tak samo; człowiek sięgnie po nią. Odbywa się to zupełnie mechanicznie, bo człowiek właściwie jest przede wszystkim bydlęciem, może dopiero potem, jak na kromce chleba ze smalcem, ma posmarowane po wierzchu trochę przyzwoitości. Istotą wojska jest to, że jeden ma zawsze władzę nad drugim.”

„– Co się tam dzieje, Albercie? – pytam.

– Parę naszych kolumn oberwało w sam środek.

Wrzaski nie milkną. Ale to nie ludzie, ludzie nie potrafią wrzeszczeć tak okropnie.

– To ranne konie – stwierdza Kat.

Nigdy dotąd nie słyszałem wrzasku koni i nie za bardzo mogę uwierzyć. W tym jęku słychać lament świata, udręczone stworzenie, dziki, potworny ból. Jesteśmy bladzi. Detering podnosi się.

– Rakarze, rakarze! Zastrzelcie je!

Jest rolnikiem, obeznanym z końmi. Porusza go to do żywego. I jakby celowo ogień milknie teraz niemal zupełnie. Tym wyraźniej słychać wrzaski zwierząt. Nie wiadomo już, skąd docierają wśród tego jakże cichego teraz, srebrzystego krajobrazu, są niewidzialne, upiorne, wszędzie, między niebem a ziemią, narastają bezgranicznie – wściekły Detering ryczy:

– Zastrzelcie je, zastrzelcie je w końcu, do cholery!

– Najpierw muszą przecież zabrać ludzi – mówi Kat. (…)

Ale to jeszcze nie koniec. Ludzie nie mogą się zbliżyć do rannych zwierząt, które uciekają w panicznym strachu, z całym bólem wypisanym na szeroko otwartych pyskach.”

"Jesteśmy opuszczeni jak dzieci i doświadczeni jak starcy, jesteśmy grubiańscy, smutni i powierzchowni – sądzę, że jesteśmy straceni."

„Życie tutaj na granicy śmierci ma niesamowicie prostą linię, ogranicza się do tego, co najniezbędniejsze, cała reszta spoczywa w tępym uśpieniu – na tym polega nasz prymitywizm i nasz ratunek. Gdybyśmy wdawali się w szczegóły, już dawno byśmy popadli w obłęd, zdezerterowali lub zginęli. Przypomina to ekspedycję polarną – każdy przejaw życia ma służyć jedynie jego podtrzymaniu i na to musi być nastawiony. „

"Czego oczekują od nas, kiedy nadejdzie czas bez wojny? Przez całe lata naszym zajęciem było zabijanie – była to nasza pierwsza praca w życiu. Nasza wiedza o życiu ogranicza się do śmierci. A co ma się dziać potem? "

Erich Maria Remarque Na Zachodzie bez zmian, Wydawnictwo Rebis, seria Mistrzowie Literatury, Poznań, przełożył Ryszard Wojnakowski,

• wszystkie cytaty pochodzą z książki „Na Zachodzie bez zmian”

Share
Pin
Tweet
Related
przez ciemne zwierciadło

Przez ciemne zwierciadło / Philip K. Dick – warzywa do towarzystwa

„To byli moi towarzysze. Nie ma lepszych niż oni. Pozostaną w mojej pamięci, a dla wroga nie będzie nigdy przebaczenia. Tym wrogiem był błąd, który popełnili w czasie zabawy. Pozwólmy im się jeszcze raz zabawić, w jakiś inny sposób, i niech będą szczęśliwi.” Philip K. Dick

Opowiadania najlepsze Philip K. Dick – rzeczywistość w której uczestniczymy

„— Wiesz, ta gra ma jedną przewagę nad sprzedawaniem ludziom samochodów i telewizorów.
Mając coś takiego, musimy kupować. To nie luksus, coś wielkiego i krzykliwego, czym można
zaimponować sąsiadom, coś, bez czego możemy się obyć. Jeśli tego nie kupimy, umrzemy.
Zawsze mówili, że aby coś ludziom sprzedać, trzeba w nich wywołać niepokój. „

Comments

What do you think?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

instagram:

Ten komunikat o błędzie jest widoczny tylko dla administratorów WordPressa

Błąd: nie znaleziono kanału o identyfikatorze 1.

Przejdź na stronę ustawień kanału Instagramu, aby utworzyć kanał.