„Noc w Lizbonie” (Die Nacht von Lissabon, 1962) to jedna z ostatnich powieści Ericha Marii Remarque’a – poruszająca, gorzka opowieść o uchodźcach z nazistowskich Niemiec, miłości w czasach totalitaryzmu i desperackiej walce o przetrwanie.
„Byliśmy zatem normalnymi ludźmi — aż do września 1939 roku.”
Lizbona w tej powieści to miejsce zawieszenia – nie jest już Europą (ta płonie), ale jeszcze nie Ameryką (do której chcą się dostać uchodźcy). To nocny port pełen cieni, desperacji i ostatniej nadziei.
Akcja rozgrywa się w 1942 roku w Lizbonie – ostatnim wolnym porcie Europy, przez który tysiące uciekinierów próbowało dostać się do Ameryki, uciekając przed nazizmem.
Narrator spotyka przy przystani nieznajomego mężczyznę, który oferuje mu paszport i bilety na statek do USA – pod jednym warunkiem: musi wysłuchać jego historii przez całą noc.
Nieznajomy opowiada o sobie i swojej żonie – o tym, jak uciekali z Niemiec po dojściu Hitlera do władzy, jak przekraczali granice, żyli w strachu, ukrywali się, walczyli o przeżycie każdego dnia. To historia miłości, która przetrwała wszystko – tortury, zdradę, rozpacz, chorobę – ale zapłaciła za to ogromną cenę.
Noc w Lizbonie to powieść melancholijna, gorzka i bardzo osobista. Remarque pisze z perspektywy człowieka, który sam był uchodźcą, który stracił ojczyznę i wiedział, co znaczy żyć bez tożsamości, bez domu, bez przyszłości. Jego narrator mówi z dystansem, ale pod tym chłodem czai się ogromny ból.
Powieść ma strukturę opowieści w opowieści – narrator słucha, a my razem z nim słuchamy tej nocnej spowiedzi, pełnej bólu, tęsknoty i gorzkiej ironii losu.
Erich Maria Remarque
1898 - 1970
Remarque uciekł z Niemiec w 1933 roku po dojściu Hitlera do władzy. Jego książki zostały spalone publicznie, a on sam pozbawiony obywatelstwa. Przez lata żył w Szwajcarii, potem w USA. Jego młodsza siostra, Elfriede Scholz, została ścięta gilotyną przez nazistów w 1943 roku – jako zemsta za jego pisarstwo.
Noc w Lizbonie jest więc nie tylko fikcją literacką, lecz także świadectwem epoki – opowieścią o ludziach, którzy stracili wszystko i próbowali zacząć od nowa, nie wiedząc, czy w ogóle mają jutro.
„W krajach, z których przywędrowałem, miasta, niby kopalnie węgla, tonęły nocą w ciemnościach, a każdy błysk latarki w mroku był bardziej niebezpieczny aniżeli morowe powietrze w średniowieczu. Przybyłem z Europy dwudziestego stulecia.
Był to statek pasażerski. Trwały właśnie prace przy jego załadunku. Wiedziałem, że następnego wieczoru odpłynie. W jaskrawym blasku nagich żarówek ładowano mięso, ryby, konserwy, chleb i warzywa; robotnicy dźwigali na pokład bagaże, a żuraw portowy przenosił skrzynie i paki tak bezszelestnie, jak gdyby wcale nie posiadały ciężaru. Statek gotował się do drogi, niby arka Noego w przeddzień potopu. Właściwie była to arka. Każdy statek opuszczający w tych miesiącach 1942 roku Europę, był czymś w rodzaju arki. Górę Ararat stanowiła Ameryka, a powódź przybierała z dnia na dzień. Zalała ona dawno Niemcy i Austrię; w jej odmętach pogrążyły się Polska i Praga, utonęły Amsterdam, Bruksela, Kopenhaga, Oslo i Paryż; cuchnęły nią miasta włoskie, a i w Hiszpanii nie było już bezpiecznie. Wybrzeża Portugalii były ostatnim schronieniem uchodźców, dla których sprawiedliwość, wolność i tolerancja znaczyły więcej niż ojczyzna i egzystencja. Kto nie mógł stąd wyruszyć do amerykańskiej ziemi obiecanej, był zgubiony. Musiał wykrwawić się w sieci przepisów paszportowych, zakazów pracy i ograniczeń pobytu, obozów dla internowanych i biurokracji, w atmosferze osamotnienia, obcości i okrutnej powszechnej obojętności wobec losu poszczególnego człowieka, którą pociąga za sobą wojna, strach i bieda. W tych czasach człowiek był niczym, o wszystkim decydował ważny paszport.”
„Minęliśmy teatralną scenerię Praca do Comercio i za chwilę znaleźliśmy się w labiryncie schodów i wąskich, pnących się w górę uliczek. Nie znałem tej części miasta. Jak zwykle odwiedzałem przede wszystkim kościoły i muzea. Nie dlatego, żebym tak żarliwie kochał Boga czy sztukę, lecz po prostu dlatego, że w kościołach i muzeach nikt nikogo nie pytał o dokumenty. Wobec Ukrzyżowanego i dzieł sztuki czułem, że jestem jeszcze człowiekiem — nie podejrzanym osobnikiem z wątpliwymi dowodami tożsamości.”
"Lepiej więc już iść dobrowolnie niż tak jak my i inni czekać, niby bydło w przedsionku rzeźni. W końcu i nas stąd zabiorą, kiedy im się będzie podobało."
Powyższy cytat w nowym tłumaczeniu:
„Lepiej pójść dobrowolnie, przecież my, inni, jesteśmy już tylko jak bydło czekające na rzeź. I wcześniej czy później poprowadzą nas na nią, kiedy uznają, że tak trzeba, albo będą mieli taki kaprys.”
„Nagły podmuch wiatru rozkołysał gałęzie drzew, których niespokojne cienie załamywały się na twarzach ludzkich, wrzeszczącym pudle i na kamiennych milczących posągach zdobiących ściany kościoła: Chrystusa i dwóch złoczyńców na krzyżach. Twarze słuchaczy wyrażały skupienie i zachwyt. Niewątpliwie wierzyli w to, co wykrzykiwał automat. Pod wpływem zbiorowej hipnozy ludzie oklaskiwali głuchy i ślepy przedmiot, jak gdyby był to żywy człowiek. Sądzę, że to niewiarygodne opętanie jest symptomem naszych czasów. W tej epoce, pełnej histerii i strachu, gromkie słowa, niezależnie od tego, czy padają z prawa, czy z lewa, są chętnie przyjmowane przez masy. Ludzie dają im wiarę, byle tylko uwolnić się od ciężaru myślenia i obarczającej ich odpowiedzialności, której się obawiają i której uniknąć nie mogą.”
Ten sam tekst w tłumaczeniu Ryszard Wojnakowski:
„Znowu zrobiło się wietrznie, kołyszące się gałęzie drzew rzucały niespokojne cienie na twarze ludzi, wrzeszczące pudło i ciche kamienne rzeźby na ścianie kościółka w głębi, przedstawiające Chrystusa i dwóch łotrów na krzyżach. Na twarzach słuchaczy malowało się skupienie i uduchowienie. Wierzyli w to, co wykrzykiwało do nich czarne pudło. Dla tej osobliwej hipnozy, która tu panowała, znamienne było to, że ludzie oklaskiwali przedmiot – coś, co nie mogło ich słyszeć ani widzieć – jak człowieka. Również mnie wydało się to znamienne dla pustego, mrocznego opętania naszych naszych czasów, bojaźliwie i histerycznie podążających za hasłami, bez względu na to, czy głosi je ktoś z prawa czy lewa. Byle tylko uwalniał masy od uciążliwego myślenia i odpowiedzialności za to, czego się obawiają, a przecież nie mogą uniknąć.”
"Przeszłość zapadała się za nią każdego dnia, jak lód na jeziorze, kiedy spadnie lawina."
„— Tylko to lato.
— Żyjmy zatem nierozsądnie — szepnęła.
— Lato jest krótkie.
— Właśnie! — zawołała nagle z pasją. — Lato jest krótkie. Życie jest krótkie! Ale co je skraca? Nasza świadomość, że jest krótkie. Czy koty na podwórzu wiedzą, że życie jest krótkie? Czy wie o tym ptak? Motyl? Dla nich jest ono wieczne. Bo nikt im o tym nie mówił. Dlaczego nam to powiedziano?
— Na to jest wiele odpowiedzi.
— Daj mi jedną!
Staliśmy w ciemnym pokoju. Drzwi i okna były otwarte.
— Życie stałoby się nie do zniesienia, gdyby miało trwać wiecznie.
— Sądzisz więc, że byłoby nudne? Jak życie Boga? Ależ to nieprawda. Daj następną!
— Życie przynosi więcej nieszczęść niż szczęścia i los wyświadcza nam miłosierdzie, że nie trwa ono wiecznie.
Helena jakiś czas milczała.
— Wszystko to nieprawda — rzekła wreszcie. — Tolerujemy ją, ponieważ wiemy, że ani pozostać, ani nic zatrzymać nie możemy i nikt żadnego miłosierdzia nam nie wyświadcza. Wymyśliliśmy ją. Wymyśliliśmy ją, aby mieć jakieś złudzenie.
— Czyż mimo wszystko nie wierzymy w to? — zapytałem.
— Ja nie wierzę!
— I nie masz żadnej nadziei?
— Nie! Na każdego przychodzi kolej — powiedziała z mocą i cisnęła swoje ubranie na łóżko. — Na każdego! Również na skazańca z jego nadzieją, jeżeli nawet za pierwszym razem od tego się wykręcił! Następnym razem kolej przypadnie na niego!”
„— Georg i jego Parteigenossen mają zawsze specjalne określenia dla swoich czynów — rzekła sarkastycznie Helena. — Zamykając lub zabijając ludzi o innych niż oni przekonaniach… bronią wolności myśli; wsadzając ciebie do obozu koncentracyjnego, bronili zbezczeszczonego honoru ich ojczyzny… Czy nie tak, Georg?
— Jak najbardziej!
— Poza tym on ma zawsze rację — mówiła dalej. — Nigdy nie trapiły go wątpliwości ani wyrzuty sumienia. Stoi zawsze po właściwej stronie, po stronie siły. Podobnie jak jego Führer jest najspokojniejszym człowiekiem, o ile tylko inni postępują, tak jak on uważa za słuszne. Burzycielami pokoju są zawsze inni. Czy nie tak, Georg?
— Co to ma wspólnego z nami?
— Nic — powiedziała Helena. — I wszystko. Czy nie zdajesz sobie sprawy, jak śmiesznie wyglądają tutaj twoje poczynania? Ty, filarze pruskiej buty, w tym mieście tolerancji? Nawet po cywilnemu nie możesz rozstać się z butami, by móc deptać innych. Ale tu nie masz władzy, na razie! Tu nie możesz nakazać mi, bym się zapisała do twojej cuchnącej potem Partei Frauenschaft! Tu nie możesz traktować mnie jak jeńca. Tu mogę oddychać i chcę oddychać swobodnie.
— Masz niemiecki paszport! Zacznie się wojna. Wtrącą cię do więzienia!
— Na razie nie! Ale i tak zawsze wolę tu aniżeli u was! Wy musielibyście mnie także zamknąć! Już nie zachowałabym się jak niemowa, teraz kiedy zaczęłam oddychać słodkim powietrzem wolności, kiedy uciekłam od was, od waszych koszar, wylęgarni hołoty i od waszego okropnego wrzasku!”
„Co z tego pozostało? — rzekł Schwarz. — Skurczyło się to i zszarzało jak koszula, z której wyprano krochmal. Zabrakło perspektywy czasu. To co było życiem, stało się obecnie obrazem o padających nań zmiennych światłach. To już nie jest nawet obraz, lecz płynne wspomnienie, z którego wyłaniają się luźne fragmenty — okno hotelu, nagie ramiona, przyciszone namiętne słowa, światło nad zielonymi dachami, zapach wody w nocy, księżyc na szarym murze katedry i twarz zwrócona ku nam z oddaniem, a potem inna w Prowansji, inna w Pirenejach i w końcu ta ostatnia, zastygła, której nie znaliśmy i która nagle wszystkie inne chce wyprzeć, jak gdyby wszystko, co się zdarzyło przedtem, było złudzeniem.”
"— Czy mamy tam jeszcze co? — spytałem. — Jabłka na drzewach, powietrze, złoty październik i nasze marzenia — odpowiedziała Helena."
• Erich Maria Remarque, Noc w Lizbonie, wszystkie cytaty pochodzą z wydania (chyba, że zaznaczono inaczej): Czytelnik, Warszawa 1990, w tłumaczeniu Aleksander Matuszyn,
• dostępne jest nowsze tłumaczenie – Ryszard Wojnakowski, Dom Wydawniczy Rebis
• książki autora wydane przez Rebis – link,


