Louis Lachenal oraz Maurice Herzog dokonali pierwszego wejścia na ośmiotysięcznik, zdobyli Annapurnę mającą 8091 metrów.
„Zwycięstwo francuskiej wyprawy himalajskiej w 1950 roku stop Annapurna zdobyta 3 czerwca 1950. Herzog”
„To moja pierwsza książka. Nie zdawałem sobie sprawy, ile z tym się wiąże pracy. Zdarzały się chwile, kiedy zadanie mnie zwyczajnie przerastało, ale podjąłem się go, ponieważ chciałem – w imieniu tych wszystkich, którzy poszli ze mną – dać świadectwo i opowiedzieć o straszliwej przygodzie i o tym, jak zdołaliśmy ją przetrwać tylko dzięki serii nieprawdopodobnych cudów. Wciąż tak na to patrzę. Annapurna przedstawia działania ludzi w bezlitosnym uścisku natury i mówi o ich cierpieniach, nadziejach i radościach.
Uznałem, że moim obowiązkiem jest szczerze zrelacjonować, co się wydarzyło, i spróbować – na tyle, na ile potrafię – ukazać ludzki aspekt wyprawy oraz oddać tamtą nadzwyczajną emocjonalną atmosferę.
W związku z tym, że leżę w szpitalu i czeka mnie jeszcze długie leczenie, każde słowo tej książki zostało przeze mnie podyktowane.
Podstawę narracji stanowią oczywiście moje wspomnienia. Jeśli przytoczone fakty są obszerne i dokładne, za dzięczam to dziennikowi wyprawy, który skrupulatnie prowadził Marcel Ichac – ten kluczowy dokument pisany był często na bieżąco, w chwili, gdy coś się działo. Korzystałem, jak tylko mogłem, z prywatnego dziennika Louisa Lachenala, a pozostałe szczegóły uzupełniali wszyscy moi przyjaciele z wyprawy. Annapurna jest zatem dziełem całego zespołu.dzięczam to dziennikowi wyprawy, który skrupulatnie prowadził Marcel Ichac – ten kluczowy dokument pisany był często na bieżąco, w chwili, gdy coś się działo. Korzystałem, jak tylko mogłem, z prywatnego dziennika Louisa Lachenala, a pozostałe szczegóły uzupełniali wszyscy moi przyjaciele z wyprawy. Annapurna jest zatem dziełem całego zespołu.” (fragment wstępu)
reviewed
Annapurna
Jeśli po przeczytaniu tej książki ktoś nadal uważa, że zdobywanie ośmiotysięczników w obecnych czasach to szaleństwo, to nie wiem jakich słów trzeba by użyć, by opisać czym było porywanie się na Annapurnę z wiedzą typu za siedmioma górami, za siedmioma lasami była hmm…. Annapurna?
„Proszę Marcela Ichaca, aby wyjął indyjską mapę. Rozmowy urywają się, jak na zaklęcie.
Ichac ostrzega nas, rozkładając mapę:
– Nie ufajmy jej zbytnio. Rysowali ją z bardzo daleka specjaliści, którzy nigdy nie byli tu na miejscu. Obliczyli, nawet niezwykle dokładnie, wysokość i położenie najważniejszych szczytów, a potem, opierając się na niesprawdzonych wiadomościach, połączyli te punkty kreskami, trochę na łut szczęścia. Pomiędzy kreskami w zasadzie znajdują się doliny, ale to wszystko jest bardzo niepewne.
Długo oglądamy indyjską mapę. Po chwili milczenia zabieram głos:
– Nasz cel jest prosty: zdobyć Dhaulagiri lub Annapurnę najłatwiejszą drogą. Aby znaleźć tę drogę, podzielimy się na małe grupki i obejdziemy dookoła nasze szczyty.
Zacznijmy od Dhauli, ponieważ znajduje się on blisko i widzimy jedną z jego ścian, wschodnią, oraz dwie granie: południowo-wschodnią i północno-wschodnią. Biscante, czy chcesz przeszukać to zbocze?
– Bardzo chętnie – odpowiada Lachenal. – Ale po co je przeszukiwać, skoro widać stąd, że są tam możliwości?
– Skąd o tym wiesz? – pyta Ichac. – Zdaje ci się, że jeszcze jesteś w Alpach.
Ichac, jedyny z nas, ma doświadczenie himalajskie. Był już operatorem filmowym wyprawy de Ségogne’a w 1936 roku.
– Tu wszystko jest znacznie większe – mówi. – Nie macie jeszcze skali w oczach. Lodowiec wschodni, który wydaje ci się tak niedaleko, w rzeczywistości znajduje się ponad dziesięć kilometrów stąd. Trzeba go obejrzeć z bliska. (…)
– Ścieżka, przełęcz na wysokości sześciu tysięcy metrów, Annapurna bliziutko, to obiecujące – mruczy rozmarzony Schatz. Po czym proponuje: – Chętnie bym poszedł w stronę rzeki.
– Zgoda.
– Czy nie masz nic przeciwko temu, abym poszedł z Schatzem? – pyta Oudot.
– Trochę to niedobrze, żeby lekarz wyprawy opuszczał bazę, ale ty przecież też potrzebujesz treningu i aklimatyzacji. (…)
Moi towarzysze wychodzą z namiotu, okazując wielką pewność siebie: jutro będziemy bardzo bliscy ustalenia, czego chcemy. Jeden tylko Ichac uśmiecha się, nie wyjaśniając, co ma na myśli.”
W następnym rozdziale dowiemy się, co wyrażał ów uśmiech.
„Wieczorem wracamy z Ichakiem do obozu, zmęczeni i markotni.
Terray woła do nas:
– No więc, co z tą ścianą północną?
– Jaką ścianą północną?
– Dhaulagiri! Widzieliście ją?
– Trzeba kilku dni marszu, żeby ją zobaczyć z daleka – przyznaję. – Ichac miał rację. To wszystko jest znacznie większe, niż sobie wyobrażaliśmy.
– Poza tym mapa jest błędna – dorzuca Ichac. – Ta słynna zakręcająca dolina, która miała otwierać się na północną ścianę, w rzeczywistości kończy się na filarze oddzielającym nas od ściany i kryjącym ją. Trzeba by wejść na ten filar i może wtedy moglibyśmy dostrzec północne zbocze Dhauli.
Terray chce właśnie wyrazić swoje rozczarowanie z powodu tak skromnego wyniku, gdy Oudot i Schatz wchodzą do namiotu. I oni wydają się zmęczeni tym pierwszym rekonesansem.
– No i co z Annapurną? – pytam Schatza.
– No i co ze ścianą północną? – replikuje.
Śmiejemy się wszyscy jak szaleni ku zadowoleniu Ichaca. Schatz opowiada dalej:
Nie doszliśmy nawet nad Miristi. Wszystko jest znacznie większe, niż myśleliśmy. Przełom, o którym mówiłeś, istnieje na pewno, ale potrzeba kilku dni, aby do niego dojść i odszukać przejście w stronę Annapurny, jeśli ono naprawdę się tam znajduje.”


Nie ma jak zdobywanie informacji z pierwszej ręki: „Chciałbym dowiedzieć się czegoś o topografii okolicy, aby sprawdzić lub sprostować wiadomości, jakie podaje nam indyjska mapa. Ale ani suba, ani nikt z mieszkańców Tukuche nie może nam pomóc w tej sprawie. Mieszkańcy doliny nie wędrują poza jej granice i często się zdarza, że nie widzieli ani razu sąsiedniej wioski, odległej zaledwie o kilka kilometrów. Z drugiej strony tubylcy nigdy nie przekraczają granicy wiecznych śniegów i nie naruszają stoków gór, gdyż dla tych ludzi, prostych i zarazem skomplikowanych, także i góry są święte. Na szczytach mieszkają bóstwa. „Annapurna” w języku nepalskim znaczy bogini urodzaju. Nie można nachodzić bóstwa w jego siedzibie. Niezadowolony bóg zemściłby się, prześladując intruzów najróżniejszymi nieszczęściami. Mieszkańcy dolin nie bez lęku spoglądają na nasz wymarsz w góry.”
"Każdy z ludzi gór ma swój charakter. Czyż istnieje bardziej uparta rasa?"
Pomimo słabej znajomości topografii terenu członkowie wyprawy zdawali sobie sprawę z potrzeby aklimatyzacji i choroby górskiej, mieli również wiadomość ryzyka, jakie wiązało się ze wspinaniem w wysokich górach.
Atrakcje, jakich dostarczyła wyprawa na Annapurnę opisane przez Maurice Herzoga nie ograniczały się jedynie do fantazji mapy, nie ma jak oszałamiające piękno himalajskich krajobrazów: „od czasu do czasu rzut oka w górę dla dodania sobie odwagi. Spojrzenia w dół natomiast nie są godne polecenia, gdyż widok tej niezwykle głębokiej przepaści mógłby obudzić zwątpienia w największym optymiście.”
Jak się wlazło na Annapurnę, to pasowałoby z niej zejść a jak napisał Maurice Herzog: „po zwycięstwie zaczyna się droga krzyżowa. I tak było w tym przypadku, droga powrotna była iście krzyżowa. – Schodzimy z Annapurny… Byliśmy przedwczoraj na szczycie – Lachenal i ja!!! I po chwili: – Mam odmrożone ręce i nogi!…”Opisy leczenia odmrożeń przez doktora Oudota, przytoczone w książce przypomniały mi Stulecie chirurgów Jürgena Thorwalda:
„– Za mała i za cienka! – woła Oudot.
Zaczyna się niecierpliwić. Męczą mnie te kłopoty ze sprzętem. Czy w klinice udałoby się za pierwszym razem?
Wreszcie, po wielu godzinach, przy trzydziestej piątej próbie zastrzyk udaje się. Pomimo straszliwego bólu pozostaję bez ruchu; strzykawka opróżnia się. Oudot wymienia ją precyzyjnym ruchem na drugą, podczas gdy igła nie opuszcza tętnicy.
Już przy drugiej strzykawce czuję ciepło. Oudot jest uradowany!… Lecz gorąco staje się nieznośne, znacznie silniejsze niż w nogach. Krzyczę, przyciskam się rozpaczliwie do Terraya, nie poruszając, mam nadzieję, ani na centymetr wyciągniętego ramienia. Czuję wysuwanie igły, watę…
– Koniec z prawą ręką! Teraz lewa!
Oudot nie wyczuwa tętnicy, nie rozumie, co się dzieje. Tłumaczę mu, że w młodości byłem poważnie ranny w to ramię. Wszystko wyjaśnia się: oto dlaczego ciśnienie krwi było zerowe i tętno niewyczuwalne. Tętnica przebiega inaczej, nie da się zrobić zastrzyku w zgięciu łokcia; trzeba wbić igłę w plecy, co będzie bardzo trudne. Myślę, co to było z prawą ręką! Nagle za piątym lub szóstym razem Oudot woła:
– Jestem!
Zupełny bezruch: strzykawka następuje po strzykawce…
– Trzeba zrobić blokadę!
Nie wiem, co to jest. Oudot tłumaczy mi, że chodzi o wstrzyknięcie nowokainy do węzła limfatycznego. Używa się do tego długiej igły, którą wbija się w szyję aż do okolicy opłucnej… Słabnę na tę wiadomość! To niemożliwe. Przez całe godziny znoszę te cierpienia; nigdy nie będę miał siły wytrzymać więcej. Lecz Oudot nie traci czasu, już igła jest gotowa; maca mi szyję.
– Rozumiesz, to bardzo delikatny ruch: trzeba wbić igłę w pewnym kierunku, a potem, gdy się czuje, że dotyka jakiejś przeszkody, skręca się w lewo i automatycznie jest się na miejscu.
– Uprzedź mnie, gdy będziesz kłuł!
Cisza. Słyszę, że poruszają jakieś przedmioty.
– Wbijam – oznajmia Oudot.
Natychmiast naprężam się, jestem zdecydowany nie poruszać się ani o cal. Igła wchodzi, musi być niezwykle długa; dosięga bardzo czułego miejsca: ból wydziera mi krzyki. Terray trzyma mnie. Oudot wykonuje w tej chwili swój manewr, by wbić igłę w węzeł; czuję, że porusza się bardzo głęboko. Jest! Za pierwszym razem! Płyn musi się wlewać, lecz nie czuję tego.
– Długo to będzie trwało? – pytam samymi wargami.
– Prawie koniec – odpowiada mi, wstrzymując oddech. – Trzeba wstrzyknąć tylko dwadzieścia centymetrów sześciennych.
Czuję, że straszna igła zostaje wyciągnięta. Koniec. Mam teraz spokój. Oudot jest bardzo zadowolony: prawie cały dzień pracy, lecz udało mu się zrobić wszystko, co chciał. Nigdy w życiu tak się nie nacierpiałem. Jeżeli jednak nie stracę rąk i stóp, to dzięki Oudotowi i jego wytrwałości. Oudot przy pomocy Ichaca zbiera instrumenty, aby przenieść je do namiotu Lachenala.”
Dalszy opis drogi krzyżowej w książce!

Annapurna Maurice Herzoga to ciekawa lektura dla zainteresowanych historią himalaizmu.
„Dla każdego z nas Annapurna jest spełnionym ideałem; w młodości nie gubiliśmy się w fantastycznych opisach ani w krwawych walkach, jakimi dzisiejsze wojny karmią dziecięcą wyobraźnię. Góry były dla nas naturalną areną, gdzie igrając na krawędzi życia i śmierci, znaleźliśmy wolność, której szukaliśmy na oślep, wolność potrzebną jak chleb. Góry ofiarowały nam swoje piękno, które podziwiamy z dziecięcą prostotą i szanujemy jak mnisi myśl o bóstwie. Annapurna, ku której poszlibyśmy wszyscy bez grosza przy duszy, jest dla nas skarbem, którym będziemy żyć… Z urzeczywistnieniem tego marzenia odwraca się karta… Zaczyna się nowe życie.
Są inne Annapurny w życiu ludzkim…”
Maurice Herzog Annapurna, tytuł oryginału Annapurna. Premier 8000, przełożył Rafał Unrug, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018.