Opowiadania najlepsze Philip K. Dick – rzeczywistość w której uczestniczymy

Opowiadania najlepsze, Philip K. Dick –  19 opowiadań, wśród nich m.in.: Roog, Wariant drugi, Fałszywy człowiek, Kolonia, Zbędny, Czas Wesołej Pat, Już nie żyjesz, Foster i Kopia ojca.

Zbiór opowiadań rozpoczynamy od poznania znawcy mitów i filozofii, tzw. wuba, świni marsjańskiej zakupionej przez Petersona za 50 centów, opowiadanie Gdzie kryje się wub, opublikowane po raz pierwszy w 1952 roku. Pomimo ponad siedemdziesięciu lat od jego napisania, opowiadanie nadal rozbawi czytelnika, jest nieco odmienne od pozostałych, jednak idealnie pasuje do tego zbioru opowiadań.

Fragment: 

„— A więc potrafisz czytać w myślach? — zapytał kapitan. — Bardzo interesujące. Coś jeszcze? Chodzi mi o to, co jeszcze potraficie robić w tym stylu?
— Jeszcze kilka tego typu drobiazgów — odpowiedział wub nieobecnym głosem, rozglądając się po pomieszczeniu. — Pięknie się pan tu urządził, kapitanie. Całkiem czysto u pana. Szanuję schludne formy życia. Niektóre z marsjańskich ptaków są również dosyć czyste. Wyrzucają odpadki ze swych gniazd i wymiatają je…
— W samej rzeczy. — Kapitan pokiwał głową. — Ale wracając do przedmiotu naszego sporu…
— Właśnie. Mówił pan o zjedzeniu mnie na kolację. Smak, tak mi powiadano, jest przedni. Jestem trochę tłusty, lecz mięso mam delikatne. W jaki jednak sposób mielibyśmy doprowadzić do nawiązania trwałych stosunków między waszą rasą a moją, jeśli upieracie się przy tak barbarzyńskich poglądach? Zjeść mnie? Powinien pan raczej przedyskutować ze mną podstawowe i najważniejsze kwestie: filozofię, sztuki piękne… Kapitan wstał.
— Filozofia. Być może zainteresuje cię wiadomość, że przez najbliższy miesiąc trudno będzie znaleźć dla ciebie coś do zjedzenia. A niestety tak się składa, że odpadki ze stołu…
— Zdaję sobie sprawę. — Wub pokiwał głową. — Ale czy nie byłoby bardziej w zgodzie z waszymi demokratycznymi zasadami, gdybyśmy ciągnęli zapałki albo coś w tym stylu? Mimo wszystko demokracja jest po to, by chronić mniejszość przed pogwałceniem jej praw. A więc, skoro każdy z nas dysponuje jednym głosem…
Kapitan ruszył w kierunku drzwi.
— Chyba ci się przewróciło w głowie. — Otworzył drzwi. Chciał właśnie coś powiedzieć… Zamarł z rozwartymi ustami, wpatrzony pustym wzrokiem w przestrzeń. Jego palce wciąż ściskały klamkę. Wub obserwował go. Po chwili wybiegł truchtem z pomieszczenia, przeciskając się w progu obok kapitana. Potem ruszył korytarzem, pogrążony w rozmyślaniach. W pomieszczeniu panowała cisza.
— A więc widzisz — powiedział wub — mamy nawet wspólny mit. W twojej pamięci odnalazłem wiele znanych mi mitologicznych symboli. Isztar, Odyseusz… Peterson siedział w milczeniu, wpatrując się w podłogę. Poprawił się na krześle.
— Mów dalej — powiedział. — Proszę, mów dalej.
— W waszym Odyseuszu odnajduję postać wspólną mitologiom większości rozumnych ras. Interpretuję to w następujący sposób: wędrówka Odyseusza jest zdobywaniem przez jednostkę świadomości siebie samej. Pojawia się tu więc idea rozłąki, separacji od rodziny i narodu. Proces indywidualizacji.(…)

Peterson pokiwał głową. Kolejnych dwu ludzi wstało od stołu i wyszło. Kapitan upił łyk wody, westchnął.

— Cóż — powiedział na koniec. — Muszę przyznać, ze był to znakomity posiłek. Wszystkie doniesienia okazały się jak najbardziej prawdziwe… smak wuba. Bardzo dobry. Ale w przeszłości nigdy nie miałem okazji się nim cieszyć. — Otarł usta serwetką i rozparł się wygodnie na krześle. Peterson dalej patrzył z przygnębieniem w talerz. Kapitan obserwował go z napięciem. Potem pochylił się trochę w jego stronę.

— Dobrze już, dobrze — powiedział. — Rozchmurz się! Porozmawiajmy o ciekawszych rzeczach.

— Uśmiechnął się. — Jak już mówiłem wcześniej, zanim mi tak niefortunnie przerwano, rola, jaką Odyseusz odgrywa w mitologii…

Peterson drgnął, zagapił się na tamtego.

— Wróćmy więc do tej kwestii — powiedział kapitan. — Wedle tego, jak rozumiem postać Odyseusza…”

Philip K. Dick

1928 - 1982

autor licznych książek i opwiadań, wśród nich m.in. „Człowiek z wysokiego zamku”,  „Labirynt śmierci”, „Radio Wolne Albemuth” czy powieść „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” – na podstawie której nakręcono Blade Runner, film neo-noir z 1982 roku.

Wiara naszych ojców – fragment:

„— Nikt nie jest zbyt mały, każdy upada i umiera, a ja jestem tu po to, by się temu przyglądać. Nie muszę nic robić, tylko patrzę. Wszystko dzieje się samo, wszystko zostało w ten sposób ułożone. — I wtedy przestał doń mówić, odszedł. Ale Chien wciąż go widział, czuł jego zwielokrotnioną obecność. Tamten był kulą wiszącą w pokoju, z pięćdziesięcioma tysiącami oczu, milionem oczu… miliardem: po jednym dla każdej żywej istoty. Czeka, aż ta osłabnie, a potem podchodzi do niej, kiedy leży bezsilna. Dlatego właśnie stworzył wszystkie istoty, teraz to pojął, teraz zrozumiał. To, co w arabskim poemacie wydawało się śmiercią, nie było śmiercią, lecz Bogiem. Albo raczej Bóg był śmiercią, stanowili jedną siłę, jednego myśliwego, jedną kanibalistyczną istotę, która myli się ciągle i znowu, ale mając przed sobą całą wieczność, może sobie na to pozwolić. Zrozumiał oba poematy, ten Drydena również. Niszczenie, przemijanie — na tym polega nasz świat, a ty mu to robisz. Naginasz go, by kroczył tą drogą, wykoślawiasz nas.”

Foster, już nie żyjesz – fragment:

„— Ojciec twierdzi, że to strata pieniędzy. Mówi, że chcą nastraszyć ludzi, żeby kupowali rzeczy, których nie potrzebują. Mówi…

— Twój ojciec jest anty–P?

— Tak — odpowiedział niezadowolony Mike. Sprzedawca westchnął.

— Dobrze, mały. Przykro mi, że nie ubijemy interesu. To nie twoja wina. — Zamilkł na chwilę. — O co mu chodzi, do diabła? Czy on utrzymuje kontakty z NATS–ami?

— Nie.

Mężczyzna zaklął pod nosem. Przybrzeżny stateczek, Który się przemyka chyłkiem, bezpieczny, ponieważ reszta społeczeństwa poświęca trzydzieści procent dochodów, by utrzymywać w gotowości system nieustannej obrony. Zawsze jest kilku takich jak on, w każdym mieście.

— Co myśli o tym twoja matka? — dopytywał się sprzedawca. — Zgadza się z nim?

— Ona mówi… — Mike urwał. — Czy nie mógłbym tam zjechać tylko na malutką chwilkę?

Niczego nie zepsuje. Tylko raz.

— Jak w ogóle byśmy sprzedawali ten schron, gdybyśmy pozwalali dzieciom go używać? To nie model demonstracyjny, za często dawaliśmy się na to namówić. — Sprzedawca zaczął okazywać zainteresowanie. — Jak się zostaje anty–P? Zawsze tak myślał czy też coś go ugryzło?

— On mówi, że sprzedawano ludziom tak dużo samochodów, pralek i telewizorów, ile tylko byli w stanie używać. On mówi, że NATS–y i schrony są do niczego. Mówi, że fabryki mogą do końca świata produkować broń i maski przeciwgazowe i dopóki ludzie się boją, będą płacić za te rzeczy, ponieważ myślą, że bez nich grozi im śmierć i może człowiek w pewnym momencie ma już dość kupowania co rok nowego samochodu i wreszcie przestanie to robić, ale nigdy nie przestanie kupować schronów, by chronić swoje dzieci.”

"Jednostka nie ma już nikogo, do kogo mogłaby się zwrócić. Nikt nie pomoże samotnemu człowiekowi. Nie ma dla niego miejsca między dwoma bezwzględnymi potęgami, stanowi pionek w rozgrywce sił poli- tycznych i ekonomicznych. A ja jestem już zmęczony byciem pionkiem."

„— Wszyscy wiecie, jak ważne jest kopanie. Kiedy wybuchnie wojna, cała ziemia będzie pokryta gruzami. Jeśli chcemy mieć nadzieję na przetrwanie, to będziemy musieli kopać, prawda? Czy ktoś z was widział kiedyś susła, jak kopie wokół korzeni roślin? Suseł wie, że tam pod ziemią znajdzie coś ciekawego. Wszyscy będziemy takimi małymi brązowymi susłami. Będziemy musieli nauczyć się kopać w gruzach i znajdować dobre rzeczy, bo tylko to nam pozostanie.”

Zbędny, fragment:

„— Oni rządzili Ziemią całkiem dobrze, mniej więcej miliard lat temu. Rozumiesz, ludzie przybyli tu z jakiejś innej planety. Z której? Nie wiem. Wylądowali i stwierdzili, że Ziemia jest całkiem zadbana. Wybuchła wojna. — A więc jesteśmy najeźdźcami — mruknął mężczyzna. — No tak. Wojna sprowadziła obie strony do poziom barbarzyńców, ich i was. Wy zapomnieliście, jak atakować, a oni zdegenerowali się w zamknięte grupy społeczne: mrówki, termity…
— Rozumiem.
— Ostatnia wasza grupa, która znała tę historię, zajęła się nami. Zaczęto nas mnożyć.

— Pająk zachichotał na swój sposób. — Hodowano nas dla tego szczytnego celu w jakimś specjalnym miejscu. Zupełnie dobrze utrzymujemy je na dystans. Wiesz, jak nas nazywają? Obżartusy. Nieprzyjemne, prawda?”

Zastani bohaterowie

Zdawałoby się, że jedyną istotną zagadką w opowiadaniach Philipa K. Dicka jest ich zakończenie – wielokrotnie burzące iluzję stabilności otaczającego świata. Bohaterowie odkrywają, że ich rzeczywistość, ciało czy przedmioty codziennego użytku mogą być symulacją lub wytworem czyjegoś umysłu. Tylko czyjego i po co?

Moment przebudzenia – te chwile, w których bohater zaczyna wątpić, zadawać pytania, kiedy pojawiają się pęknięcia, niewielkie szczeliny w fasadzie rzeczywistości interesuje mnie w szczególności.  Nie finałowy twist, lecz wcześniejsze pęknięcia: glitch w percepcji, sprzeczne wspomnienie czy fizyczne odkrycie. 

Przebudzenie następuje w środku narracji, po urazie, prowokując lawinę pytań egzystencjalnych: Kim jestem? Co jest realne? Szczeliny nie zamykają się; rosną, czyniąc czytelnika wspólnikiem wątpliwości.

„Jeżeli chodzi o sens opowiadań z tego zbioru, nie będę w tym miejscu cytował zwyczajowej
wymówki, że opowiadanie winno mówić samo za siebie, ale raczej ucieknę się do wymówki, że
po prostu nie wiem. Chodzi mi o to, że tak naprawdę nie wiem do końca, co jest w nim zawarte,
ponieważ to może wiedzieć tylko czytelnik, który coś z niego dla siebie weźmie. Pewnego dnia
dostałem listy od całej klasy dzieci, które napisały do mnie o moim opowiadaniu Kopia ojca, a
każde z nich chciało wiedzieć, skąd wziąłem pomysł. To było proste, ponieważ opowiadanie to
opierało się na wspomnieniach o moim ojcu, jakie przechowałem z dzieciństwa; później jednak,
kiedy powtórnie czytałem odpowiedzi na te listy, przekonałem się, że ani razu nie napisałem
dwakroć tego samego. Z całym należnym szacunkiem i uczciwością udzieliłem każdemu z dzie-
ciaków innej odpowiedzi.”

Philip K. Dick, maj 1976, fragment posłowia autora.

"— Czy kiedykolwiek przyszło ci na myśl — ciągnął dalej Chien — że dobro i zło stanowią różne nazwy tej samej rzeczy? Że Bóg może być zarówno dobry, jak i zły równocześnie?"

• Philip K. Dick Opowiadania najlepsze, Dom Wydawniczy Rebis, rok wydania 1988, okładka pochodzi z nowszego wydania.

• strona autora  w języku angielskim, philip dick

Share
Pin
Tweet
Related

Człowiek z wysokiego zamku, Philip K. Dick

Maciej Parowski – „Człowiek z Wysokiego Zamku to przełomowa książka w dorobku Philipa K. Dicka. Ukończona i wydana w 1962 roku przyniosła trzydziestoczteroletniemu wówczas autorowi prestiżową nagrodę Hugo, a w przyszłości okazała się jego najczęściej tłumaczonym dziełem. Powodzenie Człowieka… przekonało Dicka, że uparte podchody do literackiego głównego nurtu są błędem. To uprawiając science fiction, szybciej zdobędzie literacki prestiż i apanaże, niezbędne mężczyźnie zmieniającemu żony i regularnie powiększającemu progeniturę.”

Comments

What do you think?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

instagram:

Ten komunikat o błędzie jest widoczny tylko dla administratorów WordPressa

Błąd: nie znaleziono kanału o identyfikatorze 1.

Przejdź na stronę ustawień kanału Instagramu, aby utworzyć kanał.