Wiek żelaza
John Maxwell Coetzee
„Żyć! Ty jesteś moim życiem; kocham cię tak, jak kocham samo życie. Rano, kiedy wychodzę z domu, zwilżam palec i trzymam w górze, wystawiając go na wiatr. Kiedy poczuję chłód od strony północno-zachodniej, twojej strony świata, długo stoję w skupieniu, chłonąc zapach wiatru w nadziei, że przez dziesięć tysięcy mil lądów i mórz jego podmuch przyniesie mi zapach mleka, jaki się może jeszcze zachował w fałdce na twojej szyi.
Od dziś moim świętym obowiązkiem będzie oprzeć się pokusie obarczania także ciebie moją śmiercią. Kochając cię, kochając życie, muszę wybaczyć mu i odejść bez żalu. Uznać śmierć za swoją, wyłącznie swoją własność.
Do kogo zatem piszę? Odpowiem ci: do ciebie, ale w innym wymiarze; do siebie; do ciebie we mnie.”

„Dom jest zmęczony czekaniem na ten dzień, zmęczony walką o przetrwanie. Deski podłogowe straciły swą elastyczność. Izolacja przewodów elektrycznych kruszy się, rury wodociągowe zatyka warstwa osadu. Rynny się wyginają w miejscach, gdzie zardzewiałe śruby nie trzymają się zmurszałego drewna. Dachówki są ciężkie od zarastającego je mchu. Dom zbudowany solidnie, ale bez miłości, zimny, obcy, gotowy na swe ostateczne unicestwienie. Jego ścian nawet afrykańskiemu słońcu nie udawało się ogrzać, jak gdyby cegły wyrabiane rękami skazańców promieniowały nieugiętym rozgoryczeniem.”
„Jak brzydniemy, kiedy nie potrafimy dobrze o sobie myśleć. Nawet królowe piękności wyglądają na zmęczone. Brzydota. Czym jest, jeśli nie duszą wyrażającą się przez ciało?”
Marek Aureliusz
„Życie, powiedział Marek Aureliusz, wymaga umiejętności zapaśnika, nie tancerza. Stanie na własnych nogach jest wszystkim, nie potrzeba pięknych kroków.”
Moje życie
„Kiedy się budzę ze snu o Borodinie, krzyczę coś, płaczę albo kaszlę, wydobywając głuche tony z głębi klatki piersiowej. Potem się uspokajam, leżę i rozglądam się dokoła. Mój pokój, mój dom, moje życie. Otoczenie zbyt bliskie, by mogło być imitacją, to niewątpliwa rzeczywistość. Wróciłam, nie wiadomo który już raz, wróciłam wypluta z brzucha wieloryba. Za każdym razem to cud, niedoceniony, nieuświęcony, nieproszony. Dzień po dniu rano jestem wypluwana, wyrzucana na brzeg z jeszcze jedną szansą. Co mam z nią zrobić? Leżę bez ruchu na piasku, czekając na powrót wieczornego przypływu, który mnie znów zabierze, otoczy i zaniesie na powrót do brzucha ciemności. Wadliwie urodzona, istota z pogranicza, niezdolna do oddychania w wodzie, istota, której brak odwagi, żeby zostawiwszy ocean za sobą, stać się mieszkańcem lądu.”
Czy to jest oskarżenie?
„Czy to jest oskarżenie? Nie, to jest wyrzut, gorzki wyrzut. A ten długi list – wyznaję to teraz – jest wołaniem w noc, na północny zachód, do ciebie, z prośbą, abyś do mnie wróciła. Przyjedź i połóż głowę na moich kolanach, tak jak to robią dzieci, jak ty zawsze robiłaś, schowaj nosek jak kret szperający za miejscem, skąd wyszłaś na świat. Przyjedź, prosi ten list, nie odcinaj się ode mnie.”
J.M. Coetzee , „Wiek żelaza”, przekład: Anna Mysłowska, Znak, stron 216.