Między aktami Virginia Woolf

Między aktami

Między aktami

„– Jeszcze nie gotowi… słychać, jak się śmieją – mówiono – …przebierają się. To jest najwspanialsze, to przebieranie się. No i zrobiło się przyjemnie, słońce już tak nie pali… Jedyna dobra rzecz, którą przyniosła nam wojna – dłuższe dni… Na czym skończyliśmy? Pamięta pan? Elżbietanie… Będzie musiała przeskoczyć to i owo, żeby dojść do naszych czasów… Uważa pani, że ludzie się zmieniają? Stroje tak, to oczywiste… Ale myślę o nas samych… Robiłam porządki w komodzie i znalazłam stary cylinder mojego ojca… Ale my sami, czy my się zmieniamy?

– Nie, nie obracam się wśród polityków. Mój przyjaciel był w Rosji. Powiada, że… A moja córka właśnie wróciła z Rzymu i twierdzi, że zwyczajni ludzie, w kawiarniach, na ulicach, nienawidzą dyktatorów… Cóż, każdy mówi co innego…

– Czytał pan w gazecie to o psach? Uwierzyłby pan, że psy nie mogą mieć młodych?… A królowa Mary i książę Windsoru na południowym wybrzeżu?… Wierzy pani w to, co piszą w gazetach? Ja zawsze pytam rzeźnika albo sklepikarza… O, pan Streatfield niesie ten płotek… Mówię, że porządny pastor robi więcej za mniejsze pieniądze niż cała ta reszta… Tylko te żony są kłopotliwe…”

„– Odejdź, leć – nuciła – za płowym stadem, tam, gdzie w cedrów cieniu igra jeleń ze swą łanią, rogacz mknie za sarną. Leć, uciekaj, ja w żałobie sama tu zostanę, narwę gorzkich ziół przy murze, przy murze cmentarza, w palcach zmiażdżę kwaśne, słodkie, kwaśne, długie źdźbło, o tak…

Odrzuciła strzęp powojnika, który chwilę wcześniej zerwała, i kopnięciem otwarła drzwi do cieplarni. Dodge został z tyłu. Czekała na niego. Podniosła z ławeczki nóż. Zobaczył ją, jak stoi na tle zielonego szkła, figowca i niebieskiej hortensji z nożem w ręku.

– Przemówiła – mruczała do siebie – i ze śnieżnego swego łona wyjęła lśniące ostrze. „Zanurz się, o, ostrze!”, rzekła, cios zadając. „Niewierny”, zakrzyknęła. I ty także, nożu! Złamany. Jako i moje serce – dodała.

Kiedy się zbliżył, uśmiechnęła się ironicznie.

– Wolałabym, żeby ta sztuka nie kołatała mi się po głowie – odezwała się.

Potem usiadła na ławeczce pod winoroślą. Dodge usiadł koło niej. Drobne winogrona nad ich głowami miały zielone zawiązki; listki cienkie i żółte, jak błonka między ptasimi pazurkami.

– Ciągle ta sztuka? – zapytał. Skinęła głową. – To był pani syn? Tam w stodole?

Ma też córkę, powiedziała mu, niemowlę.

– A pan – żonaty? – spytała. Z tonu wynikało, że zgadła, jak to kobiety; kobiety zgadują wszystko. Oboje od razu pojęli, że nie ma się czego bać ani na co liczyć. W pierwszej chwili pożałowali tego – siedzieli w cieplarni niczym rzeźby. Potem im się to spodobało. Bo mogli mówić – tak jak ona przed chwilą – co tylko im przyszło do głowy. I mogła mu podać – i podała – kwiatek.

– To do pana butonierki, panie… – powiedziała, podając mu gałązkę pachnącego geranium.

– Mam na imię William – odrzekł, biorąc kosmaty listek i rozcierając go między palcami.

– A ja Isa – odpowiedziała. A potem rozmawiali, jakby się znali od urodzenia; co bardzo dziwne, stwierdziła, jak to człowiek zwykle stwierdza, bo przecież znają się nie dłużej niż godzinę. Czyż nie są konspiratorami? Nie rozglądają się za ukrytymi twarzami? Wyznawszy to, przerwała i zamyśliła się, jak to się człowiek zwykle zamyśla, dlaczego mogą ze sobą mówić tak otwarcie. I dodała:

– Może dlatego, że nigdy dotąd się nie spotkaliśmy i nigdy więcej się już nie spotkamy.

– Fatum nagłej śmierci wisi nad nami – powiedział William. – Nie ma powrotu ani ruchu naprzód – myślał o starszej pani, która oprowadzała go po domu – ani dla nas, ani dla nich.

Przyszłość ocieniła teraźniejszość, jak słońce, które prześwietla gęsto żyłkowany liść winorośli; plątanina linii, nie tworzących wzoru.”

"Odbijanie nas samych... Uważam, że to okrutne. Człowiek czuje się kompletnym idiotą, kiedy go tak uchwycić bez jakiejkolwiek osłony..."

Virginia Woolf w tej niedokończonej powieści zachwyca chwilą, czytając ją można poczuć jak opada kurz na wiejskiej drodze, brzęczące muchy nachalnie lgną do domowych słodkości, a świat jest teraz, dzisiaj, między aktami, czeka niecierpliwie na dalszą część.

„Ścieżka była wąska. Isa szła przodem. Szeroka sylwetka: niemal wypełniała sobą ścieżkę, krocząc kołysała się lekko, tu i ówdzie skubnęła po listku.”

Od tłumaczki

„Ostatnia, niedokończona powieść Virginii Woolf to feeria cytatów, pastiszów i aluzji. Zarówno narracja i wypowiedzi bohaterów, jak i tekst stanowiącego część utworu widowiska historycznego skrzą się od cudzej mowy, a rozpoznawanie intertekstualnych nawiązań stanowi dodatkową przyjemność z lektury, przyjemność – trzeba dodać – wymagającą jednak znakomitej orientacji w literaturze angielskiej.”

Między aktami

Virginia Woolf, Między aktami, tytuł oryginału: Between the Acts, przełożyła Magda Heydel, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021, wydanie drugie poprawione.

Share
Pin
Tweet
Related
Niewidzialne miasta Italo Calvino

Italo Calvino Niewidzialne miasta

„Nie ulotne mgły pamięci, nie suchą przejrzystość, ale spaleniznę wypalonych egzystencji, która tworzy skorupę na miastach, gąbkę nasyconą życiową materią, zator przeszłości teraźniejszości przyszłości, który wstrzymuje życie skamieniałe w złudzeniu ruchu – oto co znajdowałeś u kresu podróży.”

Comments

What do you think?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

instagram:

Ten komunikat o błędzie jest widoczny tylko dla administratorów WordPressa

Błąd: nie znaleziono kanału o identyfikatorze 1.

Przejdź na stronę ustawień kanału Instagramu, aby utworzyć kanał.