Między aktami Virginia Woolf

Między aktami

Między aktami

Virginia Woolf  1882 - 1941

  • „Pani Dalloway”, 
  • „Własny Pokój”
  • „Do latarni morskiej”
  • „Fale,”
  • „Orlando: biografia”

„Między aktami”, tytuł oryginału: „Between the Acts”, Virginia Woolf, przełożyła Magda Heydel, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021, wydanie drugie poprawione.

Virginia Woolf (1882–1941). Pisarka. Feministka. Kobieta, która nauczyła nas, że strumień świadomości jest piękniejszy niż fabuła. Że kobieta potrzebuje pokoju i pięciuset funtów rocznie, by tworzyć. Że śmierć nie jest finałem – jest tylko kolejną fala, która uderza w brzeg.

Ona sama była falą. I nawet teraz, gdy czyta się jej książki, czujemy jej uderzenie.

W tej powieści / naszym życiu, wszystko dzieje się pomiędzy. Pomiędzy filiżanką herbaty a uderzeniem wiersza w głowie Isy. Pomiędzy historycznym kostiumem a nagą prawdą o tym, że nad naszymi głowami lecą już samoloty, niosąc koniec świata, który znaliśmy.

„– Jeszcze nie gotowi… słychać, jak się śmieją – mówiono – …przebierają się. To jest najwspanialsze, to przebieranie się. No i zrobiło się przyjemnie, słońce już tak nie pali… Jedyna dobra rzecz, którą przyniosła nam wojna – dłuższe dni… Na czym skończyliśmy? Pamięta pan? Elżbietanie… Będzie musiała przeskoczyć to i owo, żeby dojść do naszych czasów… Uważa pani, że ludzie się zmieniają? Stroje tak, to oczywiste… Ale myślę o nas samych… Robiłam porządki w komodzie i znalazłam stary cylinder mojego ojca… Ale my sami, czy my się zmieniamy?

– Nie, nie obracam się wśród polityków. Mój przyjaciel był w Rosji. Powiada, że… A moja córka właśnie wróciła z Rzymu i twierdzi, że zwyczajni ludzie, w kawiarniach, na ulicach, nienawidzą dyktatorów… Cóż, każdy mówi co innego…

– Czytał pan w gazecie to o psach? Uwierzyłby pan, że psy nie mogą mieć młodych?… A królowa Mary i książę Windsoru na południowym wybrzeżu?… Wierzy pani w to, co piszą w gazetach? Ja zawsze pytam rzeźnika albo sklepikarza… O, pan Streatfield niesie ten płotek… Mówię, że porządny pastor robi więcej za mniejsze pieniądze niż cała ta reszta… Tylko te żony są kłopotliwe…”

między aktami
między aktami

Między aktami – Przedstawienie, które nigdy się nie kończy

Między aktami to ostatnia powieść Virginii Woolf. Napisana tuż przed śmiercią. Opublikowana po niej.

Dzieje się w jednym czerwcowym dniu 1939 roku, w wiejskiej posiadłości w Anglii. Rodzina Oliverów przygotowuje się do dorocznego przedstawienia na wolnym powietrzu – amatorskiego widowiska wystawianego dla sąsiadów, turystów, wieśniaków. Reżyseruje je panna La Trobe, kobieta w spodniach, z papierosem, o ostrym spojrzeniu.

Ale to nie jest książka o przedstawieniu.

To książka o przerwach między aktami.

„– Odejdź, leć – nuciła – za płowym stadem, tam, gdzie w cedrów cieniu igra jeleń ze swą łanią, rogacz mknie za sarną. Leć, uciekaj, ja w żałobie sama tu zostanę, narwę gorzkich ziół przy murze, przy murze cmentarza, w palcach zmiażdżę kwaśne, słodkie, kwaśne, długie źdźbło, o tak…

Odrzuciła strzęp powojnika, który chwilę wcześniej zerwała, i kopnięciem otwarła drzwi do cieplarni. Dodge został z tyłu. Czekała na niego. Podniosła z ławeczki nóż. Zobaczył ją, jak stoi na tle zielonego szkła, figowca i niebieskiej hortensji z nożem w ręku.

– Przemówiła – mruczała do siebie – i ze śnieżnego swego łona wyjęła lśniące ostrze. „Zanurz się, o, ostrze!”, rzekła, cios zadając. „Niewierny”, zakrzyknęła. I ty także, nożu! Złamany. Jako i moje serce – dodała.

Kiedy się zbliżył, uśmiechnęła się ironicznie.

– Wolałabym, żeby ta sztuka nie kołatała mi się po głowie – odezwała się.

Potem usiadła na ławeczce pod winoroślą. Dodge usiadł koło niej. Drobne winogrona nad ich głowami miały zielone zawiązki; listki cienkie i żółte, jak błonka między ptasimi pazurkami.

– Ciągle ta sztuka? – zapytał. Skinęła głową. – To był pani syn? Tam w stodole?

Ma też córkę, powiedziała mu, niemowlę.

– A pan – żonaty? – spytała. Z tonu wynikało, że zgadła, jak to kobiety; kobiety zgadują wszystko. Oboje od razu pojęli, że nie ma się czego bać ani na co liczyć. W pierwszej chwili pożałowali tego – siedzieli w cieplarni niczym rzeźby. Potem im się to spodobało. Bo mogli mówić – tak jak ona przed chwilą – co tylko im przyszło do głowy. I mogła mu podać – i podała – kwiatek.

– To do pana butonierki, panie… – powiedziała, podając mu gałązkę pachnącego geranium.

– Mam na imię William – odrzekł, biorąc kosmaty listek i rozcierając go między palcami.

– A ja Isa – odpowiedziała. A potem rozmawiali, jakby się znali od urodzenia; co bardzo dziwne, stwierdziła, jak to człowiek zwykle stwierdza, bo przecież znają się nie dłużej niż godzinę. Czyż nie są konspiratorami? Nie rozglądają się za ukrytymi twarzami? Wyznawszy to, przerwała i zamyśliła się, jak to się człowiek zwykle zamyśla, dlaczego mogą ze sobą mówić tak otwarcie. I dodała:

– Może dlatego, że nigdy dotąd się nie spotkaliśmy i nigdy więcej się już nie spotkamy.

– Fatum nagłej śmierci wisi nad nami – powiedział William. – Nie ma powrotu ani ruchu naprzód – myślał o starszej pani, która oprowadzała go po domu – ani dla nas, ani dla nich.

Przyszłość ocieniła teraźniejszość, jak słońce, które prześwietla gęsto żyłkowany liść winorośli; plątanina linii, nie tworzących wzoru.”

"Odbijanie nas samych... Uważam, że to okrutne. Człowiek czuje się kompletnym idiotą, kiedy go tak uchwycić bez jakiejkolwiek osłony..."

Świat, który czeka na wojnę

Czerwiec 1939. Za trzy miesiące wybuchnie wojna. Wszyscy to czują, choć nikt nie mówi wprost. Wisi to w powietrzu jak zapach spalenizny, którego jeszcze nie widać.

Ludzie przychodzą na przedstawienie. Siadają na krzesłach. Patrzą. Ale ich myśli błądzą. Myślą o swojej przeszłości. O małżeństwach, które są jak puste skorupy. O miłościach, które nigdy nie zostały wypowiedziane. O wojnie, która nadchodzi.

Woolf nie pisze fabuły. Ona pisze strumień świadomości całej grupy ludzi. Wchodzi w głowę pani Swithin, starszej kobiety, która czyta o epokach geologicznych i wyobraża sobie dinozaury na angielskich łąkach. Wchodzi w głowę Izy, zamężnej kobiety, która patrzy na przystojnego dżentelmena i myśli: Gdybym była wolna…

Wchodzi w głowę pannie La Trobe, która stoi za sceną i widzi, jak jej przedstawienie się rozpada – aktorzy mylą kwestie, krowy ryczą w nieodpowiednim momencie, publiczność gapi się, ale nie rozumie.

A może właśnie rozumie zbyt dobrze?

Przedstawienie jako zwierciadło

Panna La Trobe wystawia historię Anglii – od czasów średniowiecza, przez elżbietańską epokę, po wiek XIX. Aktorzy grają sceny z przeszłości. Ale w pewnym momencie przynoszą lustra i trzymają je przed publicznością.

Oto jesteście. To wy. Historia to wy.

Publiczność jest zakłopotana. Nikt nie chce patrzeć na siebie. Wolimy patrzeć na przeszłość. Na innych. Nie na teraz.

Woolf pyta: Czy historia to coś, co się stało, czy coś, co wciąż się dzieje?

Przerwy, w których jest prawda

Tytuł mówi wszystko. Bo najważniejsze rzeczy dzieją się między aktami.

Między scenami przedstawienia ludzie wstają, idą na herbatę, rozmawiają. I właśnie wtedy ujawnia się prawda – o ich samotności, o ich pragnieniach, o tym, że żyją obok siebie, ale nie razem.

Iza i jej mąż, Giles, siedzą obok siebie, ale myślą o innych ludziach. Pani Swithin i jej brat, pan Oliver, mieszkają w tym samym domu od lat, ale nigdy nie rozmawiali o tym, co ważne.

A panna La Trobe? Ona stoi za kulisami i obserwuje. Wie, że jej przedstawienie to porażka. Ale wie też, że życie to seria porażek – i że czasem w tych porażkach jest więcej prawdy niż w sukcesach.

 

między aktami

Woolf pisze Między aktami językiem, który nie zatrzymuje się. Zdania płyną jedno w drugie. Myśli bohaterów mieszają się z opisami przyrody. Nie wiadomo, gdzie kończy się świadomość jednej osoby, a zaczyna drugiej.

To jak symfonia – różne głosy, różne tematy, które nakładają się na siebie, tworzą harmonię, potem dysonans, potem ciszę.

Czyta się to powoli. Trzeba się wsłuchać. Bo Woolf nie opowiada – ona pokazuje, jak działa umysł. Jak myślimy. Jak pamiętamy. Jak jesteśmy.

Virginia Woolf w tej niedokończonej powieści zachwyca chwilą, czytając ją można poczuć jak opada kurz na wiejskiej drodze, brzęczące muchy nachalnie lgną do domowych słodkości, a świat jest teraz, dzisiaj, między aktami, czeka niecierpliwie na dalszą część.

„Ścieżka była wąska. Isa szła przodem. Szeroka sylwetka: niemal wypełniała sobą ścieżkę, krocząc kołysała się lekko, tu i ówdzie skubnęła po listku.”

Od tłumaczki

„Ostatnia, niedokończona powieść Virginii Woolf to feeria cytatów, pastiszów i aluzji. Zarówno narracja i wypowiedzi bohaterów, jak i tekst stanowiącego część utworu widowiska historycznego skrzą się od cudzej mowy, a rozpoznawanie intertekstualnych nawiązań stanowi dodatkową przyjemność z lektury, przyjemność – trzeba dodać – wymagającą jednak znakomitej orientacji w literaturze angielskiej.”

Virginia Woolf, Między aktami, tytuł oryginału: Between the Acts, przełożyła Magda Heydel, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021, wydanie drugie poprawione.

Share
Pin
Tweet
Related

Noc w Lizbonie, Erich Maria Remarque – zadrukowany kawałek papieru – paszport ważniejszy od człowieka

Noc w Lizbonie to opowieść o niemieckim uchodźcy, który w 1942 roku spotyka przy przystani w Lizbonie nieznajomego i w zamian za paszport oraz bilety na statek do Ameryki musi wysłuchać jego historii przez całą noc. Nieznajomy opowiada o desperackiej ucieczce z nazistowskich Niemiec wraz z ukochaną żoną – o przekraczaniu granic, życiu w strachu, torturach i walce o przetrwanie w świecie, który oszalał.

łuk triumfalny

Łuk triumfalny / Erich Maria Remarque – nicość zwana pamięcią

Łuk Triumfalny to historia niemieckiego chirurga Ravica, który jako emigrant bez dokumentów ukrywa się w Paryżu tuż przed wybuchem II wojny światowej. Prowadzi życie w ciągłym zagrożeniu deportacją, wykonując nielegalne operacje i próbując odnaleźć gestapowca, który torturował go w obozie koncentracyjnym. W tym chaosie spotyka Joannę Madou – kobietę, z którą przeżywa burzliwą, destrukcyjną miłość pełną namiętności i wzajemnego zranienia.
„Dziecko zaczęło popłakiwać. Wykąpano je. Ravic patrzył na czerwoną, wrzeszczącą twarz i maleńkie palce. Nie przychodzimy na świat z uśmiechem, pomyślał. Przekazał dziecko, chłopczyka, asystującej pielęgniarce. Okazało się, że to chłopczyk.

– Kto wie, na jaką wojnę zdąży dorosnąć! – powiedział. ”

Na Zachodzie bez zmian / Erich Maria Remarque – „Kolumna – nie ludzie.”

„Na Zachodzie bez zmian” (1929) to najsłynniejsza powieść Remarque’a, opowiadająca o doświadczeniach młodego niemieckiego żołnierza Paula Bäumera i jego szkolnych kolegów podczas I wojny światowej. Dzieło stanowi przejmujący obraz okrucieństwa wojny widzianej oczami szeregowych żołnierzy – głodu, strachu, brudu okopów, przypadkowych śmierci i powolnego rozpadu psychiki pod wpływem traumy bojowej.

Pisana prostym, surowym stylem powieść ukazuje bezsens wojny i dramatyczny kontrast między patriotyczną propagandą a frontową rzeczywistością. Remarque bezlitośnie obnaża, jak młodzi ludzie, zindoktrynowani przez nauczycieli i starsze pokolenie, zostają wysłani na rzeź, tracąc nie tylko życie, ale też złudzenia, młodość i człowieczeństwo.

Comments

What do you think?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

instagram:

Ten komunikat o błędzie jest widoczny tylko dla administratorów WordPressa

Błąd: nie znaleziono kanału o identyfikatorze 1.

Przejdź na stronę ustawień kanału Instagramu, aby utworzyć kanał.