Who do you want me to be?
I don’t want to be alive.
I never wanted.
Jakież to dziwne, myśleć, że przez wszystkie lata nosiłam w sobie tę małą, upartą niechęć do bycia – jak ziarnko piasku w muszli, które nigdy nie stało się perłą, tylko wciąż ocierało się o ściany duszy. Chodziłam wśród ludzi, uśmiechałam się we właściwych momentach, zakładałam buty i spodnie, a jednak w środku wciąż pozostawałam pusta jak pokój, do którego ktoś zapomniał wstawić meble.
Być – cóż za ciężar. Być kimś. Być dla kogoś. Być w ogóle. Czasem zdawało mi się, że życie jest jedynie długim, uprzejmym kłamstwem, które wszyscy powtarzamy, by nie zostawić po sobie zbyt wielkiej ciszy. A ja nigdy nie umiałam się tego kłamstwa nauczyć.
Chciałam jedynie odpłynąć – cicho, bez dramatu, jak liść unoszony przez wodę, która nie pyta dokąd płynie. Chciałam nie być. I ta chęć niebycia była chyba najszczerszą rzeczą, jaką kiedykolwiek w sobie nosiłam. Do czasu, aż zrozumiałam…
Wersja 2.
Jakież to dziwne —
myśleć, że przez tyle lat nosiłam w sobie tę małą niechęć do istnienia.
Nie była głośna.
Nie była nawet smutna.
Raczej jak ziarnko piasku zamknięte w muszli —
coś, czego ciało nie potrafi usunąć? (jakie słowo?),
co z każdym ruchem przypomina o sobie od nowa.
Chodziłam między ludźmi.
Śmiałam się wtedy, gdy należało się śmiać.
Zakładałam buty.
Zapinałam guziki.
Niosłam zakupy do domu.
Moje ciało znało wszystkie gesty życia.
Tylko ja nie umiałam za nim nadążyć.
W środku byłam pusta jak pokój,
do którego wpada światło,
ale nikt nigdy nie przyniósł krzesła.
Być.
Jakie ciężkie jest to krótkie słowo.
Być kimś.
Być dla kogoś.
Być wystarczająco długo,
aby inni przyzwyczaili się do kształtu twojej obecności.
Czasami wydawało mi się,
że życie jest tylko umową zawartą między ludźmi —
delikatnym kłamstwem,
powtarzanym szeptem z pokolenia na pokolenie,
aby noc nie wydawała się tak ogromna.
Wszyscy zdawali się znać jego język.
Ja nigdy się go nie nauczyłam.
Chciałam jedynie odpłynąć.
Nie z rozpaczy.
Nie z gniewu.
Tak po prostu.
Jak liść oddający się nurtowi,
który nie pyta rzeki,
dokąd płynie.
Myśl o nieistnieniu była dziwnie łagodna.
Jak chłodna dłoń przyłożona do rozpalonego czoła.
Jak pokój,
w którym wreszcie nie trzeba niczego udowadniać.
I chyba właśnie dlatego była tak bliska.
Była najuczciwszą rzeczą,
jaką w sobie nosiłam.
Przynajmniej do chwili,
gdy zrozumiałam…
I want to be me!
“
The breathless survival society is like a terminal patient trying everything to find a cure. But only hope can give us back that life that is more than mere survival."
Byung-Chul Han
Article Source: momblogsociety.com
Products: homesnugs.com


