Valis / Philip K. Dick / trylogia

Valis

Valis, Philip K. Dick – pierwsza część trylogii, drugi tom – „Boża inwazja”, trzeci – „Transmigracja Timothy’ego Archera”.

Po pierwszym tomie trylogii aż boję się otwierać drugi. Lubię Philipa K. Dicka i od lat uważam go za jednego z najoryginalniejszych pisarzy XX wieku, dlatego tym większym zaskoczeniem okazał się dla mnie „Valis”. To chyba jedyna jego książka, przez którą musiałam się przedzierać, zamiast dać się porwać.

Humor Valisa okazał się dla mnie odskocznią od „rozważań” autora. Przynajmniej na początku Dick potrafi być naprawdę zabawny – nie dzięki dowcipom, lecz dzięki absurdowi, autoironii i niezwykłemu wyczuciu tonu. Bohaterowie z całkowitą powagą opisują sytuacje tak groteskowe, że trudno się nie uśmiechnąć.

Najbardziej brakowało mi tego, co u Dicka cenię najbardziej – prostoty, dzięki której niecodzienne pomysły wydają się niemal oczywiste. W Valisie odniosłam wrażenie, że autor za wszelką cenę próbuje stworzyć własnego „Ulissesa”: powieść pełną odwołań, filozoficznych tropów, teologii, gnostycyzmu, literackich aluzji i intelektualnych pięter, które mają budować wrażenie dzieła totalnego. Problem w tym, że dla mnie ta konstrukcja częściej przypominała encyklopedię niż powieść. Nie czułam, że uczestniczę w opowieści – czułam się, jakbym przeglądała przypisy do książki, której jeszcze nie przeczytałam.

To oczywiście może być zamierzone. Ja jednak nie znalazłam w tej erudycji literackiej przyjemności. Odnosiłam wrażenie, że kolejne odniesienia istnieją nie dlatego, że są niezbędne, lecz dlatego, że mają udowodnić, jak wiele światów i tekstów można zmieścić w jednej książce. Chwilami miałam wrażenie, że Dick bardziej chce imponować (komu?) niż opowiadać.

A zaczęło się całkiem zwyczajnie:

„Koniolub Grubas załamał się nerwowo w dniu, kiedy zatelefonowała do niego Gloria z pytaniem, czy ma nembutal. On spytał, po co jej to potrzebne, a ona powiedziała, że chce się zabić. Dzwoniła po wszystkich znajomych. Miała już pięćdziesiąt pigułek, ale potrzebowała jeszcze trzydziestu albo czterdziestu, żeby uzyskać całkowitą pewność.

Koniolub Grubas natychmiast doszedł do wniosku, że to jest jej sposób na zwrócenie się o pomoc. Grubas przez lata łudził się, że może komuś pomóc. Jego psychiatra powiedział mu kiedyś, że jeśli chce się wyleczyć, musi zrobić dwie rzeczy: rzucić narkotyki (czego nie zrobił) i przestać próbować pomagać ludziom (nadal próbował).

Faktem jest, że nie miał nembutalu. Nie miał żadnych środków nasennych, bo nigdy ich nie zażywał. Brał środki pobudzające. Dlatego nie był w stanie dać Glorii pigułek, za pomocą których mogłaby popełnić samobójstwo. Zresztą, gdyby je miał, też by jej nie dał.”

Jedynym fragmentem, który naprawdę mnie zainteresował, był motyw filmu VALIS. To właśnie wtedy nie mogłam pozbyć się skojarzeń z Davidem Lynchem. Rozpad tożsamości, pękająca rzeczywistość, bohaterowie funkcjonujący jednocześnie w kilku porządkach istnienia – podobieństwa do Lost Highway czy Mulholland Drive wydają mi się uderzające. Nie twierdzę, że Lynch czerpał bezpośrednio z Dicka hmm, ale czytając te fragmenty, trudno było mi nie myśleć o jego kinie.

Fragment z czekoladą bez komentarza:

„Było to przeżycie ogromnej dla mnie wagi. Wszystko dokonało się w całkowitej tajemnicy, nawet przed matką chłopca. Najpierw przygotowałem kubek gorącej czekolady. Potem przygotowałem hot doga na bułce z normalnymi dodatkami. Christopher mimo niemowlęcego wieku przepadał za hot dogami i czekoladą na gorąco. Usiadłszy na podłodze obok Christophera, w jego pokoju, ja – albo raczej VALIS we mnie jako ja – zaczęliśmy zabawę. Najpierw w żartach uniosłem kubek czekolady w górę, nad głowę syna, potem, niby przypadkiem, wylałem nieco ciepłej czekolady na jego włosy. Zaśmiewając się Christopher usiłował zetrzeć płyn, a ja mu, oczywiście, pomagałem. Pochyliwszy się nad nim szepnąłem: „W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”. Nikt mnie nie słyszał prócz Christophera. Potem wytarłem mu głowę i zrobiłem znak krzyża na jego czole. W ten sposób ochrzciłem go i bierzmowałem. Zrobiłem to nie władzą któregoś z kościołów, ale władzą żywego plazmatu we mnie, władzą samego VALISa. Potem powiedziałem do swojego syna: „Twoim tajnym imieniem, twoim chrześcijańskim imieniem jest…” I powiedziałem mu jego imię. Tylko on i ja je znamy.

On, ja i VALIS.

Następnie wziąłem kawałek bułki z hot doga i wyciągnąłem w jego stronę. Mój syn, właściwie jeszcze niemowlę, otworzył buzię jak ptaszek, a ja dałem mu kawałek bułki. Wyglądało to tak, jakbym go karmił, zwykły, prosty, pospolity posiłek. Czułem, że z jakiegoś powodu jest bardzo ważne, jest sprawą wręcz zasadniczą, żeby nie wziął do ust mięsa z parówki. W tej sytuacji wieprzowina była nie na miejscu; VALIS przekazał mi to jako istotną informację. Kiedy Christopher miał zamkniętą buzię, żeby połknąć kawałek bułki, podsunąłem mu kubek z czekoladą. Ku mojemu zdziwieniu (dotychczas pił tylko z butelki ze smoczkiem, nigdy z kubka) wziął chętnie kubek, przyłożył do ust i wypił.

– To jest moja krew i moje ciało – powiedziałem. Wziąłem kubek od mojego synka. Najważniejsze sakramenty zostały udzielone.”

"Bo nie czym innym jest piękno, jak przerażenia początkiem, który jeszcze znosimy, i podziwiamy je tak, gdyż nami po cichu pogardza, aby nas zniszczyć. Każdy anioł jest straszny."

Bywało zabawnie, zwłaszcza na początku – oto Gloria – kobieta „racjonalnie szalona”, która jedzie po śmiertelną dawkę leków, zatrzymując się na każdym czerwonym świetle i skrupulatnie przestrzegając przepisów drogowych. Dick znakomicie pokazuje, że szaleństwo nie zawsze ma teatralny charakter; bywa uporządkowane, uprzejme i doskonale zorganizowane. Szkoda tylko, że z czasem ten ironiczny, lekki ton niemal całkowicie znika, ustępując miejsca coraz bardziej rozwlekłym rozważaniom filozoficznym i teologicznym. Gdyby autor zachował tę samą równowagę między humorem a metafizyką przez całą powieść, moje wrażenia z lektury byłyby zapewne zupełnie inne.

„W roku 1976 kompletnie oszalały z rozpaczy Koniolub Grubas podetnie sobie żyły (próba samobójstwa w Vancouver była nieudana), połknie czterdzieści dziewięć tabletek skoncentrowanego wyciągu z naparstnicy i zamknie się w garażu, zapuściwszy silnik samochodu. Też mu się nie uda. Cóż, ciało rozporządza mocami nie znanymi umysłowi. Umysł Glorii jednak miał pełną kontrolę nad jej ciałem, ona była racjonalnie szalona.

Większość szaleństw można utożsamić z dziwacznością i teatralnością. Człowiek wkłada garnek na głowę, owija się ręcznikiem w pasie, maluje się na fioletowo i wychodzi na ulicę. Gloria natomiast była jak zawsze spokojna, uprzejma i kulturalna. Gdyby żyła w starożytnym Rzymie albo w Japonii, nikt by nic nie zauważył. W swojej wyprawie po dziesięć pigułek nembutalu zatrzymywała się na każdym czerwonym świetle i nie przekraczała dozwolonej prędkości.”

Paradoksalnie najbardziej fascynujące w Valisie okazało się dla mnie nie to, czym ta książka jest, lecz to, do czego prowadzi. Sama powieść pozostawiła mnie raczej zmęczoną niż zachwyconą. Być może po prostu wolę Dicka, który wielkie pytania metafizyczne ukrywa w fabule, niż Dicka, który zamienia fabułę w intelektualny labirynt. W UbikuTrzech stygmatach Palmera Eldritcha czy Półprawdzie ostatecznej te same idee żyją dzięki bohaterom. W Valisie zbyt często miałam wrażenie, że bohaterowie istnieją jedynie po to, by prowadzić niekończący się „wykład”, dość nudny.

"Prawda, to osobliwe, nie mieszkać więcej na ziemi, ledwie poznanych zwyczajów cdn

• Philip K. Dick „Valis„, Dom Wydawniczy Rebis, przekład: Lech Jęczmyk.

• Philip K. Dick  – drugi tom – „Boża inwazja„, Dom Wydawniczy Rebis, przekład: Lech Jęczmyk.

• strona autora  w języku angielskim, philip dick

Share
Pin
Tweet
Related
czarny obelisk

Czarny obelisk / Erich Maria Remarque – gnijący świat

Czarny obelisk, Erich Maria Remarque, książka wydana po raz pierwszy w 1956, akcja toczy się w 1923 roku: „Do biura firmy Hen­ryk Kroll i Syno­wie – Pomniki i Nagrobki wpa­dają pro­mie­nie słońca. Jest kwie­cień 1923 roku, inte­resy idą świet­nie. Wio­sna nas nie zawio­dła, sprze­da­jemy dużo i wsku­tek tego bied­nie­jemy coraz bar­dziej, ale cóż możemy pora­dzić – śmierć jest nie­ubła­gana i nie da się jej unik­nąć, ludzki żal zaś domaga się stale monu­men­tów w pia­skowcu, mar­mu­rze lub, jeśli poczu­cie winy albo spa­dek są znaczne, nawet w kosz­tow­nym, czar­nym szwedz­kim gra­ni­cie, pole­ro­wa­nym ze wszyst­kich stron.”

Dotyk / Adania Shibli

„Dotyk” Adania Shibli, kiedy zobaczyłam spis treści (umieszczony na końcu książki) – te pięć słów ułożonych jedno pod drugim jak stopnie schodów prowadzących w ciemność – poczułam, że w rękach mam książkę, która odrzuca konwencje narracyjnego porządku, która zamiast rozdziałów numerowanych czy zatytułowanych oferuje pojęcia tak podstawowe, tak elementarne, że ich prostota wydaje się niemal podejrzana, jakby kryła w sobie pułapkę.

Comments

What do you think?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

instagram:

Ten komunikat o błędzie jest widoczny tylko dla administratorów WordPressa

Błąd: nie znaleziono kanału o identyfikatorze 1.

Przejdź na stronę ustawień kanału Instagramu, aby utworzyć kanał.