la-

Istoty ulotne Irvin D. Yalom

czarno-białe

In this Article

Share

„Istoty ulotne” –  Irvin D. Yalom, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015.

Autor urodził się prawie 100 lat temu, w 2024 ponownie się ożenił jako 93 latek, ma chłop zdrowie! A tak całkiem serio, Irvin D. Yalom jest jedną z moich ulubionych istot, jego autobiograficzna książka „Stawanie się sobą” nie tylko daje do myślenia, jest książką którą chciałabym przeczytać lata temu.

Po przeczytaniu –  „Istoty ulotne”, zakupiłam dwie kolejne książki Irvina D. Yaloma: „Kat miłości” i „Stając się sobą. Pamiętnik psychiatry.”

Poniżej
Przedmowa do wydania amerykańskiego, nie ma sensu pisać o czymś, co T. J. Kel­le­her zrobił świetnie:

„Publi­ka­cja książki Kat miło­ści w 1989 roku zapew­niła Irvi­nowi Yalo­mowi pozy­cję czo­ło­wego autora z dzie­dziny psy­cho­te­ra­pii końca XX wieku i pocią­gnęła za sobą cały legion podob­nych tomów trak­tu­ją­cych o rela­cjach mię­dzy pacjen­tem a tera­peutą. W porów­na­niu z dzie­łem Yaloma więk­szość tych opo­wie­ści zdra­dzała jed­nak nie­do­sta­tek powagi lub humoru, albo jed­nego i dru­giego. Były prze­sy­cone sen­ty­men­ta­li­zmem, podob­nie jak psy­cho­ana­liza prze­sy­cona jest nad­mia­rem meta­for i absur­dal­nych mitów, i więk­szość z nich, jeśli nie wszyst­kie, ode­szła szybko w nie­pa­mięć. Kat miło­ści wytrzy­mał nato­miast próbę czasu – sprze­dano dotąd kil­ka­set tysięcy egzem­pla­rzy – po czę­ści dzięki temu, że autor unik­nął obu tych nie­bez­pie­czeństw. Waż­niej­sze jest oczy­wi­ście, w jaki spo­sób to osią­gnął: uni­ka­jąc ckli­wo­ści i tanich efek­tów, potrafi być zabawny, nawet rubaszny, ale czę­sto szo­kuje bez­par­do­nową szcze­ro­ścią, gdy dotyka kwe­stii osta­tecz­nego prze­zna­cze­nia czło­wieka – fak­tów, które więk­szość z nas sta­ran­nie wypiera ze świa­do­mo­ści.

Owe fakty, w naj­krót­szym uję­ciu, spro­wa­dzają się do tego, że wszy­scy musimy umrzeć, a póki żyjemy, świat w żaden spo­sób nie nada naszemu życiu istot­nego zna­cze­nia. Yalom zmaga się z tą rze­czy­wi­sto­ścią od ponad pół wieku i Istoty ulotne – książka, którą wła­śnie trzy­mają Pań­stwo w ręku – to poru­sza­jący testa­ment tych dłu­gich lat pracy. Zawiera fascy­nu­jące histo­rie kobiet i męż­czyzn, któ­rzy zwró­cili się do Yaloma po pomoc, czę­sto nie uświa­da­mia­jąc sobie nawet, że wła­śnie w tych spra­wach potrze­bują pomocy. Pery­pe­tie tych ludzi wydają się nam zara­zem zna­jome i nie­zwy­kłe. Mogłyby to być opo­wia­da­nia o każ­dym z nas, widzia­nym oczami mądrego i peł­nego empa­tii słu­cha­cza. Ni­gdy nie koń­czą się osta­tecz­nym roz­wią­za­niem pro­ble­mów egzy­sten­cjal­nych. Wszystko, co osią­gają pacjenci, a wraz z nimi i sam Yalom, to przy­po­mnie­nie, że muszą umrzeć. Z histo­rii tych pły­nie jed­nak nauka, że tylko poprzez oswo­je­nie się z ideą śmierci możemy zyskać siłę, by uczy­nić naszą egzy­sten­cję nie tylko moż­liwą do znie­sie­nia, lecz także pełną zna­cze­nia, a nawet rado­ści.

Nie sądzę, by za dwa­dzie­ścia pięć lat jakiś inny ja miał pisać list prze­wodni do kolej­nego tomu opo­wia­dań Irva Yaloma. Nie dla­tego, że autora nie będzie już wśród żywych, lecz dla­tego, że umrę ja sam, który też jestem istotą ulotną. Wszy­scy nimi jeste­śmy. Czy­tajmy więc tę książkę i uczmy się z niej.”

T.J. Kel­le­her redak­tor naczelny Basic Books

It’s a pretty basic thing to do with every room you clean. A typical learning space can have a lot of storage and shelves where dust can accumulate. Here are some things you need to dust:

patrząc w słońce
istoty ulotne
kat miłości

Arabeska

„– Nata­szo, rozu­miem pani życiową sytu­ację. Jestem od pani sporo star­szy i muszę radzić sobie z tymi samymi pro­ble­mami. Według mnie jedną z naj­smut­niej­szych oko­licz­no­ści zwią­za­nych ze śmier­cią jest fakt, że kiedy umrę, zgi­nie wraz ze mną cały mój świat, świat moich wspo­mnień, bogaty świat zamiesz­kany przez wszyst­kich ludzi, któ­rych kie­dy­kol­wiek zna­łem, świat, który wyda­wał się trwały, niczym wykuty w gra­ni­cie. Paf! I po wszyst­kim. Przez kilka ostat­nich tygo­dni porząd­ko­wa­łem pudła ze sta­rymi papie­rami i zdję­ciami. Oglą­da­łem foto­gra­fie ulicy, przy któ­rej w dzie­ciń­stwie miesz­ka­łem, albo przy­ja­ciół i krew­nych, któ­rych poza mną nikt z obec­nie żyją­cych nawet nie znał. Wyrzu­ca­łem je do śmieci i za każ­dym razem prze­szy­wał mnie jakiś wewnętrzny dreszcz, jak­bym widział ginące szczątki mojego daw­nego, ale praw­dzi­wego życia.

Nata­sza wes­tchnęła głę­boko i już mięk­szym gło­sem powie­działa:

– Rozu­miem to wszystko. Dzię­kuję, że mi pan to powie­dział. To bar­dzo ważne, takie oso­bi­ste zwie­rze­nie. Wiem, że mówił pan prawdę, ale z tą prawdą trudno się pogo­dzić. Coś panu powiem: wła­śnie teraz, dokład­nie w tym momen­cie, czuję, jak osoba Sier­gieja wibruje w moim umy­śle. Wiem, że za wszelką cenę chciałby tam pozo­stać, ist­nieć na­dal, ni­gdy nie koń­czyć tańca.

– Chciał­bym powie­dzieć pani coś wię­cej o Sier­gieju – pod­ją­łem. – Znam mnó­stwo osób, które wybrały się na spo­tka­nie daw­nych kole­gów ze szkoły i natych­miast się zako­chały, cza­sem w swo­jej sym­pa­tii sprzed lat, ale czę­sto w kimś, kogo wcze­śniej nawet dobrze nie znały. W wielu przy­pad­kach doszło do póź­nego mał­żeń­stwa, nie­kiedy uda­nego, ale w innych przy­pad­kach koń­czą­cego się kata­strofą. Sądzę, że wielu z tych ludzi padło ofiarą sko­ja­rzeń: zako­chali się w mło­dzień­czej bez­tro­sce, w dawno minio­nych szkol­nych cza­sach, w marze­niach o eks­cy­tu­ją­cym przy­szłym życiu, magicz­nym spo­so­bem ście­lą­cym się u ich stóp. Ale nie zako­chali się w kon­kret­nej oso­bie. Po pro­stu stała się ona dla nich sym­bo­lem szczę­śli­wej mło­do­ści. Pró­buję przez to wytłu­ma­czyć pani, że Sier­giej sta­no­wił część tego cza­ru­ją­cego czasu pani mło­do­ści, a ponie­waż był obecny w tam­tych cza­sach i miej­scach, nasy­ciła pani jego postać miło­ścią – po pro­stuw m ó w i ł a p a n i w n i e g o m i ł o ść.

Nata­sza sie­działa w mil­cze­niu. Po kilku minu­tach zapy­ta­łem: – Co przy­szło pani na myśl pod­czas tej prze­rwy w roz­mo­wie? – Myśla­łam o tytule pana książki: Kat miło­ści. – I miała pani uczu­cie, że ja speł­niam tę rolę wobec pani? – A czy odwa­żyłby się pan zaprze­czyć? – Przy­po­mnę, że opo­wia­dała mi pani o swo­jej miło­ści do Pawła, o cudow­nie spę­dzo­nym z nim życiu. Kiedy to pani mówiła, nie czu­łem niczego poza satys­fak­cją. Więc to nie miłość pró­buję pani ukraść. Moim celem jest złu­dze­nie miło­ści.”

Znowu cisza.

„– Niech pani coś powie. – Sły­szę w środku taki cichy głos, szept. – I cóż on mówi? – Mówi: „Idź pan do dia­bła, nie odpusz­czę Sier­gieja”. – Potrzeba czasu i musi pani przejść to w swoim wła­snym tem­pie. Chciał­bym zadać pani inne pyta­nie: czy w porów­na­niu z począt­kiem naszych sesji odczuła pani jakąś zmianę? – Zmianę? Co pan ma na myśli? – Wczo­raj opi­sy­wała pani to okropne, osza­ła­mia­jące uczu­cie, że jest pani poza życiem, że niczego pani nie doznaje, że jest pani nie­obecna. Czy w tych obja­wach coś się zmie­niło? Wydaje mi się, że pod­czas tej sesji jest pani bar­dzo obecna. – Nie mogę zaprze­czyć, ma pan rację. Nie mogła­bym być bar­dziej tutaj, niż już jestem. Zanu­rza­nie stóp we wrzą­cym oleju dobrze robi na kon­cen­tra­cję umy­słu. – Uważa pani, że jestem okrutny? – Okrutny? Okrutny może nie, ale bez­względny, naprawdę bez­względny.

Spoj­rza­łem na zegar. Zostało tylko kilka minut. Jak wyko­rzy­stać je naj­efek­tyw­niej?

– Zasta­na­wiam się, Nata­szo, czy nie chcia­łaby pani zadać mi jakichś pytań. – Hm, to coś nie­ty­po­wego. Tak, mam pyta­nie. Jak p a n u się to udaje? Jak pan radzi sobie z myślą, że ma pan osiem­dzie­siątkę i koniec jest coraz bli­żej?

Ponie­waż zasta­na­wia­łem się chwilę nad odpo­wie­dzią, dorzu­ciła:

– No tak, teraz ja jestem okrutna. Prze­pra­szam. Nie powin­nam była o to pytać. – W pani pyta­niu nie ma niczego okrut­nego. Podoba mi się, że je pani zadała. Po pro­stu pró­buję jakoś sfor­mu­ło­wać szczerą odpo­wiedź. Scho­pen­hauer przy­rów­ny­wał gdzieś głę­boką miłość do ośle­pia­ją­cego słońca. Kiedy w póź­niej­szych latach przy­gasa, nagle zaczy­namy sobie uświa­da­miać obec­ność wspa­nia­łego, gwiaź­dzi­stego nieba, dotąd skry­wa­nego przez blask sło­neczny. Odej­ście w nie­byt daw­nych namięt­no­ści, czę­sto trud­nych do prze­zwy­cię­że­nia, spra­wia, że zaczy­nam bar­dziej cenić to gwiaź­dzi­ste niebo i wszyst­kie inne cuda życia, dzi­wiąc się, jak mogłem je wcze­śniej prze­ga­pić. Prze­kro­czy­łem osiem­dzie­siątkę i powiem pani coś nie­wia­ry­god­nego: ni­gdy nie czu­łem się lepiej i bar­dziej w zgo­dzie z samym sobą. Ow­szem, wiem, że moja egzy­sten­cja dobiega końca, ale to było wia­dome od samego początku. Róż­nica polega na tym, że teraz doce­niam dobro­dziej­stwo peł­nej świa­do­mo­ści i mam to szczę­ście, że mogę je dzie­lić z żoną, która towa­rzy­szy mi nie­mal przez całe życie.”

 

…myśle­nie o końcu życia zachęca nas, by śmie­lej chwy­tać teraź­niej­szość… Moje zada­nie polega na tym, by żyć aż do śmierci.

Kategorie diagnostyczne

„Zakoń­czy­li­śmy sesję zmę­czeni, ale usa­tys­fak­cjo­no­wani. Helena odzy­skała swoją prze­szłość i na nowo doce­niła czas spę­dzony z Bil­lym. A ja zyska­łem nowe spoj­rze­nie na swoją trwa­jącą od dawna awer­sję do aktu sta­wia­nia dia­gnozy. Pod­czas stu­diów psy­chia­trycz­nych ofi­cjalne kate­go­rie dia­gno­styczne czę­sto wzbu­dzały moje wąt­pli­wo­ści. Przy oma­wia­niu kon­kret­nych przy­pad­ków wielu kon­sul­tan­tów kwe­stio­no­wało popraw­ność dia­gnozy posta­wio­nej pacjen­towi i w końcu poła­pa­łem się, że te roz­bież­no­ści na ogół nie wyni­kają z błę­dów lekar­skich, lecz z wewnętrz­nych sprzecz­no­ści pro­cesu dia­gno­zo­wa­nia.

Kiedy pra­co­wa­łem na sta­no­wi­sku ordy­na­tora zamknię­tego oddziału psy­chia­trycz­nego w Stan­for­dzie, pole­ga­łem na dia­gno­zach przy podej­mo­wa­niu decy­zji o lecze­niu far­ma­ko­lo­gicz­nym. Czter­dzie­ści lat prak­tyki psy­cho­te­ra­peu­tycz­nej z mniej zabu­rzo­nymi pacjen­tami nauczyło mnie nato­miast, że stan­dar­dowa dia­gnoza bywa czę­sto nie­przy­datna, i dosze­dłem do prze­ko­na­nia, że kom­bi­na­cje, któ­rych musimy się dopusz­czać, by speł­niać wyma­ga­nia firm ubez­pie­cze­nio­wych żąda­ją­cych pre­cy­zyj­nej dia­gnozy, szko­dzą zarówno pacjen­towi, jak i tera­peu­cie. Kate­go­rie dia­gno­styczne stwo­rzono sztucz­nie i w arbi­tralny spo­sób. Są wyni­kiem gło­so­wa­nia w odpo­wied­nich gre­miach i wraz z każdą mija­jącą dekadą nie­uchron­nie ule­gają istot­nym mody­fi­ka­cjom.

Spo­tka­nie z Heleną uprzy­tom­niło mi jed­nak, że ruty­nowa, for­malna dia­gnoza to coś wię­cej niż mała nie­do­god­ność. Może onaz a b l o k o w a ć pracę tera­peu­tyczną, zama­zu­jąc i redu­ku­jąc obraz peł­nej, wie­lo­wy­mia­ro­wej oso­bo­wo­ści czło­wieka, z któ­rym sty­kamy się w swoim gabi­ne­cie. Billy padł ofiarą takiego myśle­nia i byłem szczę­śliwy, że mia­łem swój udział w przy­wró­ce­niu mu jego daw­nej zło­żo­no­ści i bogac­twa.”

Istoty ulotne

Irvin D. Yalom

A clean learning space will help facilitate your kids’ learning abilities. Following these methods will certainly help make your kid’s learning space better and cleaner.

Recommended from Shop

A clean learning space will help facilitate your kids’ learning abilities. Following these methods will certainly help make your kid’s learning space better and cleaner.

Pin to board
Share on facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Next Articles

Dzwon / Iris Murdoch / znajome, oskarżające wnętrze

„Dzwon” – jedna z najsłynniejszych powieści Iris Murdoch. Dora – „Sku­si­ła ją wi­zja Dory-ko­bie­ty kul­tu­ral­nej; ale już po roku uzna­ła swój ide­ał za na­zbyt trud­ny do osią­gnię­cia, a na­wet za­czę­ła się od­no­sić do nie­go nie­chęt­nie. Pa­weł przy­jął za pew­nik, że Dora ze­chce zre­zy­gno­wać ze stu­diów, co też z pew­nym ża­lem uczy­ni­ła.”

Read more

Rosshalde / Hermann Hesse

Rosshalde – Hermann Hesse: „Dajesz mi wolność, więcej niż kiedykolwiek miałam i pragnęłam, a zarazem nakładasz na mnie odpowiedzialność, która odbiera mi wszelką swobodę!”

Read more
No more posts to show, explore other topics:

instagram:

Ten komunikat o błędzie jest widoczny tylko dla administratorów WordPressa

Błąd: nie znaleziono kanału o identyfikatorze 2.

Przejdź na stronę ustawień kanału Instagramu, aby utworzyć kanał.