Ocean Vuong „Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę”, Wydawnictwo WAB, tytuł oryginału: On Earth We’re Briefly Gorgeous, z angielskiego przełożył Adam Pluszka. Książka dostępna jest w wersji elektronicznej, papierowej oraz jako audiobook, czyta Marcin Styczeń.
Ocean Vuong – urodzony w 1988 w Sajgonie (Ho Chi Minh), dwa lata po zakończeniu wojny wietnamskiej. Dzieciństwo w kraju, który dopiero co był polem bitwy. Emigracja do USA jako uchodźca – najpierw Filipiny (obóz), potem Hartford, Connecticut.
Dorastanie w dwóch językach – dokładniej: w żadnym w pełni. Wietnamski – język matki, babci, traumy, niepiśmienny. Angielski – język szkoły, obcości, możliwości.
Droga do literatury nietypowa: syn manicurzystki, rodzina robotnicza, pierwszy w rodzinie student uniwersytetu. Studiował na Brooklyn College, potem MFA w NYU. Najpierw poeta – debiutancki tom „Night Sky with Exit Wounds” (2016) otrzymał prestiżową Whiting Award. Poezja pełna ciała, przemocy, czułości, historii.
W jednym z programów Ocean Vuong powiedział, że obecna na jednym ze spotkań autorskich matka zalała się łzami: „I’ve never thought I would live to see all these old white people clapping for my son.”
Książka jest intrygująca, oryginalna w formie, przemyślana i dopracowana. Jednym z najważniejszych elementów twórczości autora jest język, jego precyzja i celowe użycie.
„I wanted to start with the truth and end with art. That was always my goal.”
„On Earth We’re Briefly Gorgeous” (2019, pol. „Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę”, 2020) – pierwsza powieść, ale napisana przez poetę.
Mieszka w Massachusetts. Wykłada. Pisze. Otwarcie gejowski, otwarcie wietnamski, otwarcie skomplikowany.
„Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę” to list. Nie powieść w tradycyjnym sensie – list od syna do matki, która nie umie czytać.
Paradoks fundamentalny: piszesz do kogoś, kto nigdy tego nie przeczyta. Więc dla kogo? Dla siebie. Dla czytelnika. Dla nikogo. Dla wszystkich.
Narrator – Little Dog (przezwisko z dzieciństwa) – młody Wietnamczyk-Amerykanin, gej, poeta. Opowiada matce – Rose – swoją historię, jej historię, historię babci Lan, historię trzech pokoleń naznaczonych wojną wietnamską, emigracją, przemocą, miłością niemożliwą do wyrażenia.
"Ponieważ wolność, jak mi powiedziano, jest niczym innym jak odległością między myśliwym a ofiarą."
„Myślę teraz
o tych dzieciach zabieranych matkom i umieszczanych w boksach wielkości ich życia, żeby je wykarmić i utuczyć na miękkie mięso. Znów myślę o wolności, o tym, że cielę najbardziej wolne jest wtedy, gdy klatka się otwiera i zostaje prowadzone do ciężarówki na rzeź. Każda wolność jest względna – wiesz o tym nazbyt dobrze – i czasami wcale nie jest wolnością, po prostu klatka się rozszerza, pręty dzięki odległości stają się abstrakcją, ale wciąż tam są, tak jak wtedy, gdy „uwalnia się” dzikie zwierzęta na łono natury tylko po to, żeby wciąż je trzymać, choć na większym terenie. Ale i tak na to poszedłem, na to poszerzenie. Ponieważ czasami wystarczy nie widzieć krat.”
Ocean Vuong
Czasami dostajemy tylko dwie możliwości
„Czasami dostajemy tylko dwie możliwości. Podczas researchu przeczytałem artykuł z wydawanego w El Paso „Daily Timesa” z 1884 roku, w którym napisano, że białego pracownika kolei sądzono za zabójstwo niewymienionego z nazwiska Chińczyka. Sprawa została ostatecznie oddalona. Sędzia Roy Bean cytował, że prawo Teksasu, choć zabrania zabijania ludzi, za człowieka uznaje jedynie białego, Afroamerykanina lub Meksykanina. Bezimienne żółte ciało nie zostało uznane za ludzkie, ponieważ nie mieściło się w okienku na kartce papieru. Czasami cię usuną, zanim dostaniesz szansę określenia się, kim jesteś.”
„– Zrobiłeś to, Piesku! Jesteś moim łowcą kwiatów. Najlepszym łowcą kwiatów w Stanach! – Uniosła jedną z roślin w kredowym, ochrowym świetle. – Będą idealne na nasz parapet.
Dowiedziałem się, że ryzykowaliśmy dla piękna.”
Tematy poruszone w książce:
- Trauma wojenna przekazywana z pokolenia na pokolenie
- Przemoc domowa (matka bije syna – ale z miłości, z rozpaczy, z niemożności innego wyrazu)
- Pierwsza miłość – Trevor, biały chłopak z klasy robotniczej, uzależniony od oxy
- Język jako bariera i most
- Ciało – gejowskie, azjatyckie, bite, pożądające, kruche
- Pamięć – niezawodna, fragmentaryczna, konstruowana
- Wojna – nie jako historia, lecz jako dziedzictwo genetyczne
Nie ma linearnej fabuły. Jest splot wspomnień, fragmentów, obrazów. Little Dog skacze w czasie – z Hartford do Wietnamu (którego nie pamięta, ale pamięta przez opowieści), z dzieciństwa do młodości, od scen przemocy do scen czułości.
Vuong wybiera formę listu nie przypadkowo.
List = intymność. Piszesz do jednej osoby, nie do tłumu. To pozwala na wyznanie, słabość, niespójność.
List = monolog. Matka nie odpowie (nie umie czytać). Więc syn mówi bez przerwy, bez cenzury, bez strachu przed ripostą.
List = niemożliwa komunikacja. Vuong pisze o tym, czego nie da się powiedzieć – ani po wietnamsku (za mało słów dla queer experience), ani po angielsku (za mało słów dla wietnamskiej traumy). List staje się próbą stworzenia trzeciego języka – hybrydowego, poetyckiego, niemożliwego.
Struktura fragmentaryczna:
Nie ma rozdziałów w klasycznym sensie. Są bloki tekstu – czasem strona, czasem akapit. Niektóre to opowieść, niektóre to medytacja, niektóre to opis jednego obrazu (motyl, pocisk, ręce matki).
To struktura pamięci, nie narracji. Pamięć nie jest linearna – wraca, powtarza się, skacze.
Vuong pisze po angielsku – ale nie jak native speaker. Pisze jak ktoś, kto musiał zdobywać każde słowo, kto wie, że język nie jest transparentny, że każde słowo to decyzja.
Vuong nie pisze „było smutno”. Pisze: „Twoje ręce pachniały acetonem i pomarańczami – zapach salonu, gdzie pracowałaś dziesięć godzin dziennie, schylona nad paznokciami kobiet, które nie znały twojego imienia.”
Każdy szczegół niesie znaczenie.
Vuong myśli metaforami.
Przykłady:
- Ciało jako pole bitwy (dosłownie i metaforycznie)
- Język angielski jako „druga skóra, która nigdy nie pasuje idealnie”
- Miłość jako „coś, co znika, gdy próbujesz to nazwać”
Ale metafory nie są dodane – są wbudowane w strukturę zdania, myślenia, świata.
„W życiu jednorazowego użytku nie ma drugiej szansy. To kłamstwo, ale nim żyjemy. W każdym razie żyjemy. To kłamstwo, lecz chłopiec otwiera oczy. W pokoju szaro-niebieskie smugi. Przez ściany płynie muzyka. Chopin, jedyne, czego ona słucha. Chłopiec wychodzi z łóżka, a kąty pokoju przechylają się na osi jak na statku. Ale on wie, że to też sztuczka, którą sam sobie wymyślił. W korytarzu, gdzie mdła lampa ujawnia czarny bałagan połamanych winylowych płyt, szuka jej. W jej pokoju widzi zrzuconą z łóżka pościel, różowa koronkowa kapa piętrzy się na podłodze. Lampka nocna, niedokładnie podłączona do gniazdka, migocze raz po raz. Fortepian rozchlapuje drobne nuty jak deszcz śniący o ulewie. Chłopiec idzie do salonu. Adapter przy małej kanapie przeskakuje, gdy płyta, która dawno temu się skończyła, wiruje, a trzaski się nasilają, kiedy on pochodzi bliżej. Lecz Chopin gra dalej, gdzieś poza zasięgiem. Chłopiec podąża za nim, obracając głowę w kierunku źródła. I tam, na kuchennym stole, obok przewróconej galonowej butelki, z której mleko spływa białymi sznurkami jak obrus w koszmarze, mruga czerwone oko. Odtwarzacz, który kupiła w sieciówce Goodwill, taki, który mieści się w kieszeni fartucha podczas pracy, taki, który wsuwa pod poduszkę podczas burzy, a nokturny stają się coraz głośniejsze po każdym uderzeniu pioruna. Leży w kałuży mleka, jakby muzyka została skomponowana tylko dla niego. W jednorazowym ciele chłopca wszystko jest możliwe.”
"Powiedziano jej, że to piękny kraj w zależności od tego, kim jesteś."
„Trzepot skrzydełkolibrów na zewnątrz brzmi prawie jak ludzki oddech. Przytykają dzioby do kałuż słodzonej wody u podstawy poidełka. Cóż za okropne życie, myślę teraz, że trzeba poruszać się tak szybko, aby pozostać w miejscu.”
Vuong wie, że są rzeczy, których nie da się powiedzieć.
Więc zostawia puste miejsca. Niedopowiedzenia. Urwane zdania.
„I wanted to—” (i cisza).
Cisza mówi więcej niż słowa.
Intrygująca – bo odmawia prostych odpowiedzi. Czy matka kocha syna? Tak i nie. Czy przemoc jest wybaczona? Pytanie źle postawione. Czy Little Dog przeżyje? Przeżyje – ale w jakim sensie?
Oryginalna w formie – bo nie naśladuje. Vuong nie pisze „jak Toni Morrison” ani „jak James Baldwin” (choć są wpływy). Pisze jak ktoś, kto musiał wynaleźć własną formę, bo gotowe nie pasowały.
Przemyślana i dopracowana. To nie stream of consciousness (choć może tak wyglądać). To skomponowana improwizacja – jak jazz, gdzie każda nuta jest zarazem spontaniczna i precyzyjna.
Vuong nie odpowiada. Pokazuje, że pytanie jest możliwe.









