Joga – kolejna sesja z soulfullywild

soulfullywild

Kolejna sesja z Soulfullywild i po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że właśnie tego szukałam. To dla mnie odskocznia i powiew świeżości po latach ćwiczenia z Adriene. Zanim wrócę do sesji z Soulfullywild, „mała” dygresja (no może trochę większa).

Już jakiś czas temu postanowiłam, że zrezygnuję z płatnej subskrypcji FWFG i z każdą kolejną wiadomością utwierdzam się w przekonaniu, że była to dobra decyzja. Co jaki czas dostaję kolejny kod rabatowy, promocję albo reklamę nowej kolekcji ubrań Adriene. Zapisywałam się na jogę, nie na newsletter sklepu odzieżowego. Paradoks polega na tym, że praktyka, która dla wielu osób ma być sposobem na wyciszenie, prostotę i oderwanie od codzienności, coraz częściej staje się kolejnym kanałem sprzedaży. Czy naprawdę potrzebujemy nowych legginsów, aby lepiej oddychać? Mam już więcej ubrań do ćwiczeń, niż jestem w stanie nosić, i ostatnią rzeczą, jakiej oczekuję po zajęciach jogi, jest przekonywanie mnie, że powinnam kupić następne.

 

 

"Pokaż, jak rzecz szczęśliwa być może, niewinna i nasza (...) jako rzecz służy lub rzeczą się stając umiera - , a tam już skrzypiec nie potrzebuje."

 

 

To jednak nie sam konsumpcjonizm najbardziej mnie zniechęcił. Znacznie bardziej rozczarowało mnie to, że FWFG coraz mniej przypomina program rozwoju, a coraz bardziej bibliotekę pojedynczych sesji. Owszem, pojawiają się nowe filmy, ale brakuje przemyślanego planu, który pozwalałby obserwować własne postępy. Letni program ponownie okazał się w dużej mierze zbiorem starszych materiałów (recycling). Zamiast poczucia, że krok po kroku uczę się czegoś nowego, miałam wrażenie, że krążę w miejscu.

 

 

"Popularność gadżetów dowodzi, że gdy coraz więcej towarów jest pozbawionych racji bytu, sama irracjonalność staje się specjalnym towarem. "

 

 

Coraz bardziej przeszkadza mi również sam styl prowadzenia zajęć. Rozumiem, że wiele osób potrzebuje motywacyjnych komunikatów o samoakceptacji i pozytywnym myśleniu, ale ja przychodzę na matę przede wszystkim po praktykę. Nie potrzebuję po raz kolejny słyszeć, że „jestem wystarczająca”, „jestem wielka” czy „mam zaufać sobie”. Chcę zobaczyć, że po miesiącu lepiej utrzymuję równowagę, głębiej wchodzę w pozycje, mocniej pracuje moje ciało i że naprawdę robię postępy. To właśnie rozwój jest dla mnie największą motywacją, nie kolejne afirmacje.

Dlatego Soulfully Wild trafia do mnie znacznie bardziej. Mam wrażenie, że centrum uwagi stanowi tutaj sama praktyka, a nie osoba prowadząca, nie marka i nie kolejna kampania sprzedażowa. Zamiast słuchać o tym, kim powinnam się stać, po prostu ćwiczę. I właśnie tego od jogi oczekuję najbardziej.

 

 

Mata

Trochę przewrotnie piszę o konsumpcjonizmie, a jednocześnie sama przyznaję, że mam w domu kilka mat do jogi. Dokładnie cztery. Różnica polega jednak na tym, że każda z nich ma swoje zastosowanie i każda jest regularnie używana, a nie kupiona pod wpływem chwilowej zachcianki czy kolejnej reklamy.

Dwie z nich mają już około siedmiu lat i wyraźnie widać na nich ślady intensywnego użytkowania. Nie wyglądają jak nowe, ale dopóki spełniają swoją funkcję, nie widzę powodu, by je wymieniać. Nadal świetnie sprawdzają się podczas ćwiczeń w butach, a kiedy w końcu przestaną nadawać się do praktyki, dostaną drugie życie. Najpewniej zamienią się w podkładki pod meble albo posłużą do innych prac w domu.

 

 

Największą radość sprawiła mi okrągła mata widoczna na zdjęciu powyżej. Marzyłam o niej przez kilka lat, ale ceny, koszty wysyłki i dostępność skutecznie studziły mój entuzjazm. Nie kupiłam jej impulsywnie ani dlatego, że zobaczyłam kolejną reklamę. Po prostu cierpliwie czekałam, aż stanie się to rozsądnym zakupem. Kiedy w końcu udało mi się ją zdobyć, satysfakcja była znacznie większa niż po kliknięciu „kup teraz” pod wpływem chwili. Paradoksalnie właśnie takie zakupy przypominają mi, że największą wartość mają rzeczy, na które naprawdę czekaliśmy, a nie te, które algorytm uznał za kolejną potrzebę.

Dzisiejsza sesja z Soulfullywild jak zwykle okazała się małym wyzwaniem. Czasami patrzę na prowadzącą i myślę: litości, czy ludzkie ciało naprawdę może się tak wyginać? Chętnie byłabym choć w połowie tak elastyczna, ale raczej nie robię sobie złudzeń. Mam swoje ograniczenia, swoje tempo i chyba właśnie to najbardziej podoba mi się w tej praktyce – nie czuję, że muszę za kimkolwiek nadążać. 

Sama sesja była spokojna, choć miejscami potrafiła zaskoczyć wymagającymi przejściami. To, co najbardziej cenię, to brak monotonii. Prawie zawsze pojawia się jakaś nowa sekwencja albo ćwiczenie, dzięki czemu nie mam poczucia, że po raz kolejny odtwarzam ten sam zestaw ruchów. Właśnie tego brakowało mi w wielu innych programach – poczucia, że naprawdę uczę się czegoś nowego.

 

 

 

 

To krótka praktyka, idealna na początek dnia. Wystarczająco długa, żeby rozbudzić ciało, ale jednocześnie na tyle spokojna, by nie zaczynać poranka od walki z własnymi mięśniami. Kończę ją z poczuciem pełnego relaksu i z myślą, że nawet jeśli nie potrafię złożyć się w wymyślne pozycje, to i tak zrobiłam dla siebie coś dobrego.

 

 

"...samo niezaspokojenie stało się bowiem towarem, odkąd ekonomiczna obfitość, rozwijając swoją produkcję, nauczyła się obrabiać tego rodzaju surowiec."

Tak na marginesie – fragment ze „Społeczeństwo spektaklu” Guy Debord:

„Idol, spektakularne przedstawienie żywej istoty ludzkiej, ucieleśnia dozwoloną rolę, a więc samą banalność. Jako specjalista w zakresie pozornych przeżyć (vécu apparent) idol zachęca innych do utożsamienia się z życiem pozornym (vie apparente) i płytkim. Taka identyfikacja ma kompensować rozdrobnienie realnie doświadczane w produkcyjnych specjalizacjach. Funkcja „gwiazd” polega na nieskrępowanym odgrywaniu rozmaitych stylów życia i sposobów pojmowania rzeczywistości społecznej. Ucieleśniają one niedostępny rezultat pracy społecznej, naśladując jej produkty uboczne, te zaś zostają w magiczny sposób wyniesione ponad pracę społeczną i ukazane jako jej cel: władza i wakacje, decyzja i konsumpcja wyznaczają początek i kres procesu, który nie podlega dyskusji. Władza polityczna może się uosobić w jednej pseudogwieździe; gwiazda konsumpcji może zaś zdobyć, w drodze plebiscytu, pseudowładzę nad sposobem życia mas. Zachowania gwiazdy są jednak w równie znikomym stopniu nieskrępowane, jak i urozmaicone.

Sługa spektaklu, którego obsadzono w roli gwiazdy, jest przeciwieństwem jednostki, to jawny wróg własnej indywidualności oraz indywidualności innych ludzi. Wchodząc na scenę spektaklu jako model identyfikacji, wyzbył się wszelkich jednostkowych cech, aby samemu w pełni się utożsamić z powszechnym posłuszeństwem wobec biegu rzeczy. Każda gwiazda konsumpcji ucieleśnia wprawdzie jakiś określony typ osobowości, rola gwiazdy polega jednak przede wszystkim na ukazywaniu, że ta wyróżniona osobowość ma, na równi z wszystkimi innymi, dostęp do pełnej oferty konsumpcyjnej i że czerpie z tego taką samą satysfakcję jak wszystkie pozostałe osobowości. Każda gwiazda decyzji musi legitymować się pełnym wachlarzem cnót i talentów, które w oczach ogółu uchodzą za godne podziwu.”

Share
Pin
Tweet
Related
trening

Joga / soulfullywild

Może prawdziwa praktyka zaczyna się nie wtedy kiedy ciało już wie, ale wtedy kiedy zgadza się nie wiedzieć, kiedy jest gotowe spotkać każdą pozę jak gdyby po raz pierwszy, z ciekawością i niepewnością początkującego.

Comments

What do you think?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

instagram:

Ten komunikat o błędzie jest widoczny tylko dla administratorów WordPressa

Błąd: nie znaleziono kanału o identyfikatorze 1.

Przejdź na stronę ustawień kanału Instagramu, aby utworzyć kanał.